ďťż
Pyza na polskich dróşkach
Flyaway, czyli ekstremalna podróż dookoła świata
Podróż na sto stóp / The Hundred-Foot Journey
BIURO PODRÓŻY TRAVEL TIME CZĘSTOCHOWA
Języki obce i podróże
Co zabieracie ze sobą w podróż?
Podróż poślubna do Włoch
Bałkany z biurem podróży
jakie biuro podróży?
Mobilna apka dla podróżników
Podróż na Tajemniczą Wyspę

Pyza na polskich dróşkach

Do Albanii dojechałam okrężną drogą, czyli samolotem na Korfu, stamtąd promem do Igumenitsy, a dalej autokarem.
Dopływamy do Igumenitsy

Droga z Igumenitsy do granicy z Albanią /przez Ioanine/

Przejście graniczne w Konispol.
Rada praktyczna – do Albanii można jechać „na dowód osobisty”, ale na granicy mają stare czytniki i trzeba ręcznie wszystko przepisywać, co zabiera sporo czasu. Tak więc lepszym dokumentem jest paszport.

I jedziemy przepiękną trasą do Vlory!
Przepiękną widokowo, bo „nawierzchniowo” trudno nazwać to coś drogą. Asfalt nawet jeśli jest, to bardziej dziurawy niż ser szwajcarski, ale i tak częściej go nie ma

Dość szybko jak na warunki albańskie dojeżdżamy do Sarande ... orzesz Ty!
Od 2005 r inwestują tu Niemcy i Amerykanie. Samowolka budowlana, kicz kiczem pogania. Na szczęście tylko przejeżdżamy przez to miasto.

Potem dojeżdżamy do Porto Palermo.
Porto Palermo to zatoka, słynąca z półwyspu na którym w XVIII w. Ali Pasza wybudował twierdzę dla jednej ze swych żon. Twierdza za czasów Hodży /o nim napiszę w innym miejscu/ służyła za najcięższe więzienie w Albanii. Były tu również koszary...

strażnice więzienne

w środku twierdzy

a to już widoki z twierdzy na zatokę

te autka stoją przed twierdzą

na dachu twierdzy

widok na twierdzę "z lądu"

i.... taki albański widok ....

hm, pierwszy raz zauważyłam agawę już po przekwitnięciu ...to ten badyl z lewej strony ...agawa rzeczywiście umiera



Z Porto Palermo jedziemy do Himare.
Droga górska, kręta, wąska, bardzo niebezpieczna i żadnych zabezpieczeń w postaci barierek!
Będąc „tam” dowiedziałam się o wypadku autokaru z dziewczynami ... zginęły wszystkie /ponad 30/. Gdy wróciłam do Polski, odszukałam info o tym wypadku... różne portale pisały o tym podając, że autokar spadł 100m w przepaść i zginęło 11 /albo 12/, a 22 dziewczyny zostały ranne.
Dziwne, bo jeżeli autokar spadł 100m ... znaczy się nadal wisi na spadaniu! Ta przepaść jest ogromna! I z pewnością leci się dłuuuuuuugo. Nie ma szans na przeżycie...;(

i jeszcze kilka fotek z gór Logara

Plaże nad Adriatykiem

W oddali tunel do chowania statków przed wrogiem / oczywiście wybudowany za czasów Hodży/

i jeszcze widoczki po drodze

Ponoć najpiękniejsza plaża w Albanii, z której do dziś korzystają lokalni notable

Dojeżdżamy do Himare

spodobał mi się ten budynek

Plaża w Himare

Hm czas pomówić o cenach – tuż za granicą wymieniłam 50 € i otrzymałam 6500L. / Znaczy się 1€ = 130Leków/
Nie wiedziałam – dużo to czy mało?
Za obiad w Himare znajomi musieli płacić po 20 € od osoby!
Ponieważ ja nie jem w południe, gdy gorąco, tylko pływam to...
Za litrową butelkę wody w sklepie zapłaciłam 80 leków
W hotelach mała woda – 60L, a duża 100L
Puszka piwa Tirana / to było najlepsze piwo/ kosztowała w sklepach 100L albo 1 €. /W hotelach 200L/
Normalnie za obiad można było zapłacić od 4 do 20 € i to nie zależało od ilości, czy jakości jedzenia, tylko widzimisię knajpiarza ...
Kupowałam i jadłam tylko tam, gdzie były podane ceny, albo wcześniej ustaliłam cenę i było wtedy tanio
Paliwo – ceny kosmiczne, dokładnie takie same jak u nas!
Generalnie nie umiem powiedzieć, czy jest w Albanii tanio, czy drogo...bo to zależy od miejsca, w którym się jest!
Ten kraj, jest nadal dziki, bardzo zróżnicowany, ale właśnie dlatego taki ciekawy.

Koniec popasu w Himare, jedziemy na przełęcz Llogara.
Po drodze niesamowite widoki klifów, wyschniętych rzek służących za drogi dojazdowe do dzikich plaż i.... oczywiście drogi....

oraz biedy ...

Sama przełęcz robi wrażenie

Szczególnie gdy się patrzy na drogę, którą się tu przyjechało...

Do Vlory dojeżdżamy o zmierzchu, więc zdjęcia są kiepskiej jakości.
Hotel – nowo wybudowany „wieżowiec” w dzielnicy, hm... nazwałabym „polskie blokowiska”.
Idziemy na kolację – restauracja hotelowa częściowo jest położona na tarasie z widokiem na Adriatyk uuuuuuu lubię takie widoki!
Zapada ciemność, światła co 100m... nadchodzi kolacja
Zupa – nie wiem co to za woda, więc proszę chociaż o sól i pieprz – okazuje się, że to zupa rybna. Na drugie danie – sałatka grecka hihihihi znaczy się ogórek zielony, pomidor, kapusta i marchewka... i smażona rybka wielkości naszej płotki
Myślę sobie... to się najadłam
W tych ciemnościach, w całkowitej ciszy jemy rybkę palcami, tak by się nie udławić ościami i....
Chcemy iść na spacer nad morze i poszukać jakiejś knajpki z jedzonkiem...
Zonk
Do morza nie ma dojścia, bo wszędzie płoty budowlane!!!
W promieniu 1km nie ma żadnej jadłodajni!
Kupujemy więc piwo i wracamy do hotelu.

i jeszcze fotki, które zrobiłam rano we Vlorze

i tym sposobem 2 najbardziej znane kurorty, a zarazem najbrzydsze miejsca w Albanii, czyli Sarande i Vlora zaliczyłam...
Potem było już o wiele ciekawiej
Ha, ha...
Jestem pierwsza ))
Zajmuję miejsce w loży!!! Iii...
Czekam na więcej
Ależ "pokręcona" jest ta Albania... znaczy się drogi ma pokręcone
Jedzenie ościstej rybki w ciemnościach... chyba bym się skupiła naaaa... napojach???
Pisz Gośku... piiiiszszsz!
Druga jestem
Gaan - posuń się w tej loży, bo ja tu zostaję na dłuzej
Gosiek - jak na dzień dobry była twierdza, to już mi sie podoba, a skoro dalej ma być jeszcze ciekawiej i fajniej to czekam niecierpliwie na ciag dalszy


no to się melduje jako trzecia.....chociaż! Nuska nie dokończyła swojej relacji, Gaan nie zaczeła swojej....czyli jestem pierwsza....ha!
Powyżej zapomniałam napisać bardzo ważną rzecz!
Zjeżdżając z przełęczy Llogara w kierunku Orkum /Orki/ mija się przepiękną dolinę, a w niej wioskę D – F. Pełnej nazwy tutaj nie zapodam, bo życie mi miłe
a nóż widelec jakiś albańczyk z tej wsi kuma po polsku?
Wioska ta słynie z produkcji haszyszu i... najpierw się tutaj strzela, a potem zadaje pytania.
A policja? Ano, raz na jakiś czas przyjeżdża po „swoją” działkę i jest OK.
O bezpieczeństwie, prawie i sądownictwie jak nie zapomnę napiszę potem.

Z Vlory jedziemy do Apolonii.
Po drodze mijamy Fier...
Tu to się czas zatrzymał, albo Azja na południu Europy

Handel „żywym towarem” znaczy się kurczaki, indyki itp., „na żywca” z powiązanymi nogami ;( i warzywniaki – wprost na ulicy

Sklep obuwniczy

Wszechobecne w całej Albanii bunkry...

7 km dalej leżą ruiny Apolonii.
Kilka słów z historii tego miasta:
Apolonia została założona przez Greków w VI w p.n.e w krainie o nazwie Iliria nad rzeką Aoos, na przepięknym wzgórzu. Od III w p. n .e rezydowali tu już jednak Rzymianie, ze sławetnym Pyrrusem na czele. W II w p. n. e wybudowano drogę Via Egnatia z Dyrrachium, przez Thesaloniki aż do Bizancjum, która przebiegała przez Apolonię, przez co miasto to, było w starożytności bardzo znane.
W III, a potem V w n. e silne trzęsienia ziemi zmiotły to kwitnące miasto z powierzchni ... o sile trzęsienia niech świadczy fakt, że Aoos obecnie leży ok. 8 min jazdy autobusem od ruin. Tak, tak, trzęsienie ziemi zmieniło koryto rzeki i dlatego już nigdy nie odbudowano tego miasta.
Wejście do muzeum

Świątynia Artemidy

Odeon

Targ Niewolników hihiihhihihi
Do dziś funkcjonuje co widać
generalnie, oprócz tych kamieni na ziemi nie ostało się nic godnego fotografowania

Gadzinki na Targu
Te to zawsze są ze mną ...jedynie na Majorce ich nie było

O tym kościółku nie wiem za wiele, bo miałam przerwę na fajkę

w środku kościółka

wieża kościelna?

Budynek konsula

Następne bunkry

Rzeka Aoos

Z Apolonii jedziemy do Berati
Albania może i pokręcona ale fotki fajne
A tutaj???
Ciiiisza... jak makiem zasiał...

Twierdza obronna Kala w Berati /Berat, Beligrad / została założona prawdopodobnie w III w. p. n . e przez Ilirów, podbita przez Bizancjum, a w IXw. przez Bułgarów. Znajduje się na szczycie góry.
Ku mojemu zdumieniu twierdza jest zamieszkana!

bardzo urokliwe uliczki w twierdzy

Zwiedzanie zaczynamy od obejrzenia muzeum mistrza Onufrego, które mieści się w starym kościółku.

Chociaż nie wolno robić zdjęć w środku – musiałam pstryknąć chociaż jedną ikonę mistrza, by pokazać czerwień, z której zasłynął ten XVI albański malarz.

Dalej idziemy bardzo urokliwymi uliczkami, oczywiście wciąż pod górę w niemiłosiernym upale.

To taki typowy albański dom z charakterystycznymi wykuszami

Dochodzimy wreszcie do Akropolu na szczycie twierdzy, gdzie mieści się bar, w którym mają zimne piwo..., w tym momencie nic więcej mnie nie interesuje.

Po ochłodzie idziemy zobaczyć widoki z Akropolu na dolne Berati...
uuuuuuu, warto było tutaj wleźć!
Z lewej strony widać resztki cerkwi Świętej Trójcy, na wprost mury obronne, a poniżej Mangalem i Gorica, znaczy się dolne dzielnice Berat.

Tak się delektujemy widokami, że gdy patrzymy na zegarki, to musimy jak kozice zbiegać w dół, by zdążyć na autokar... a przecież ja jeszcze MUSZĘ zaliczyć kibelek...
Kilka słów o toaletach albańskich.
- w hotelach są europejskie, ale te publiczne są raczej środkowo – azjatyckie i trafia się tam po bardzo charakterystycznym zapachu ;(
- pod żadnym pozorem nie wolno wrzucać papieru toaletowego do kibelka, bo momentalnie jest on zapchany i... koniec siusiania
- zawsze miejcie ze sobą chusteczki higieniczne, bo papier właśnie „wyszedł” i koniecznie chusteczki nawilżające do umycia rąk, bo ... cywilizacja w postaci mydła, kranu, umywalki nie dotarła jeszcze do każdego miejsca w Albanii
- nie wszędzie można znaleźć tego typu lokale, więc?
Krzaczki? Morze? Pieluchomajtki? Na pewno trzeba mieć dobre zaworki i już.

Jedziemy zobaczyć Berat dolne.

Zwiedzanie zaczynamy od bardzo starego, fantastycznego kościółka. Jest w nim niewyobrażalnie chłodno. Przy temperaturze 44 C w cieniu /którego nie ma/, wejście do takiego lokum to rozkosz dla ciała i duszy
Z wrażenia, łapczywie szukając tlenu, nie wiem nic o tym miejscu... wiem tylko, że bardzo podobał mi się sufit i chłód

Obok kościółka zwiedziliśmy taki mały, ale całkiem ładny meczet.

No a potem idziemy zwiedzać to „Białe miasto”, „Miasto tysiąca okien”, wpisanego w 2008r na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO...

Na początek pstrykam fotki najstarszej części miasta – Mangalem...

Po drugiej stronie rzeki Osum leży Gorica

A to „nowoczesny most” łączący obie dzielnice.

Jest jeszcze stary most Ahmeta Kurt Paszy z 1780r, ale raczej nie jest używany

I jeszcze widok z mostu na Uniwersytet w Berat /Berati/

Z Berati jedziemy do stolicy Albanii – Tirany.
Trochę historii najnowszej – Albania w czasie wojny została „spacyfikowana” przez Włochów, tak więc wiadomo, że trzymali z nazistami, o czym można się przekonać jeszcze dziś
Najnowsze wydanie

W 1944r Albania została wyzwolona, a władzę objął „nieśmiertelny” komunista Enver Hodża, który rządził Albanią do 1985r i skutecznie izolował przed światem. Ten człowiek nie był normalny!, każde nieposłuszeństwo było karane... zniknięciem na zawsze, a lęk przed „obcymi” doprowadził go do paranoi i dlatego kazał wybudować prawie milion bunkrów i tunele do chowania statków i takie tam inne...
Szkoła nie była obowiązkowa, dlatego też jest spora grupa analfabetów. Obecnie obowiązkowa jest Szkoła Podstawowa i Gimnazjum – mnie więcej jak u nas. Reszta jest płatna.
O służbie zdrowia, to nawet się pisać nie chce, takie zacofanie.
Religia – jeżeli przez 40 lat, nie wolno wierzyć w nic oprócz Hodży, a kościoły, cerkwie, meczety zamieniane są na hale sportowe lub targowiska, to nie trudno odgadnąć, że narodową religią jest – „Jestem Albańczykiem” taką odpowiedź słyszałam za każdym razem, gdy chciałam się dowiedzieć jakiego wyznania jest poznany przeze mnie Albańczyk ;(
No dobra, jesteśmy w Tiranie...
Zwiedzanie zaczynamy od centrum miasta – czyli placu Skanderberga, na środku którego znajduje się oczywiście jedenastometrowy, spiżowy pomnik Jerzego Kastrioti Skanderbega. Przy placu znajdują się budynki: Muzeum Historycznego, Hotelu Tirana, Pałacu Kultury, Opery (pod którą kamień węgielny położył Nikita Siergiejewicz Chruszczow) i Banku Narodowego.

Przy Placu Skanderbega znajduje się również meczet Hadżi Ethem Beja i Wieża Zegarowa / Kulla e Sahatit.

Idziemy bulwarem Dëshmorët e Kombit

Mijamy parlament i siedzibę rządu...

tu ma swoją siedzibę rząd

pałac prezydencki

I oczywiście bunkry...

Robimy sobie przerwę na kawę ...
I nie omieszkam obcykać fontanny

Idziemy dalej i mijamy Piramidę Hodży, która miała być mauzoleum, a obecnie nie wiadomo co zrobić z tym straszydłem.

Po drodze dopadają nas chmary dzieciaków....
takich bezczelnych, nachalnych, wyrywających plecaki, torebki małych ludków, to ja jeszcze nie miałam okazji spotkać! Po prostu – horror! Nie pomagają nawet groźby i dość mocne potrząsanie złodziejaszkami – żebrakami ;( smutne to...
W tym parku dopadły nas po raz pierwszy...

Idąc bulwarem Dëshmorët e Kombit doszliśmy do placu im. Matki Teresy, przy którym mieści się na wprost Uniwersytet, po lewej stronie Muzeum archeologiczne, a po prawej Akademia Sztuk Pięknych.

Gdy odbiliśmy na prawo trafiliśmy na pomnik Chopina.

Stamtąd doszliśmy do parku...

I dalej na most, nad jeziorem, które jest osuszane pod budowę osiedla dla Notabli.

Pomnik Matki Teresy, dość głupio usytuowany, bo za plecami widać 5* Sheratona.

się nagimnastykowałam, by mieć na zdjęciu "prawie" sam pomnik

Widok z przed Uniwersytetu na bulwar

W końcu jedziemy do hotelu, gdzieś na skrajnym zadupiu Tirany. Nie ma windy, bagaże trzeba sobie wnieść do pokoju...,
łazienka..., no właśnie łazienka powaliła mnie na kolana.
Siedząc na kibelku, nogi miałam w brodziku, prawą rękę trzymałam za oknem z fajką, a lewą ręką mogłam myć zęby nad umywalką

Widok z tarasu hotelu..

to też widok z tarasu, ale patrząc w lewo, a nie w dół

i to też widok z tarasu, ale na prawo...Pomnik bohaterów II wojny...

Kolacja ... no i znowu było wesoło
Kelnerka władała tylko albańskim językiem, a my chcieliśmy wiedzieć, co za mięso nam podano do jedzenia....
Jak się dogadać? Znajoma nie wytrzymała, pokazała na mięso, następnie uniosła palce do głowy i zrobiła z nich rogi po czym mówi:
- beeeeeeeeeeee
Kelnerka patrzy z niedowierzaniem na nas, ale gdy widzi, że nikt się nie śmieje, tylko wszyscy czekamy na jej odpowiedź, kręci przecząco głową i mówi:
-muuuuuuuuuuuuuuu
Ryczałam przez następne kilka minut
Ale kelnerka, chyba też się tym świetnie ubawiła, bo nawet kucharz wybiegł z kuchni, by zobaczyć „blondynki” od mięsa...
Po kolacji chciałyśmy iść na spacer, do pomnika bohaterów II wojny, który widziałyśmy z tarasu... no ba! Nawet wzięłam ze sobą latarkę, ale i tak do samego pomnika, nie doszłyśmy, aż TAKĄ bohaterką, to ja nie jestem...
Żadnego oświetlenia po drodze, same chaszcze i zgroza, nawet naszego cienia nie było widać ...wracałyśmy biegusiem
no wreszcie coś się ruszyło.....Dziki kraj z tej Albanii. Zastanawia mnie pomnik Szopena, chyba nie biorą go za Albańczyka? ..
Piękne miejsce.
Dobrze że to Europa bo w Azji kelnerka mogłaby zaszczekać...
Nie wszystkie fotki mi się otwierają
Muszę spróbować w domu, bo może to Szef czuwa żeby mnie ta Albania za bardzo nie wciągnęła

Gosiek - to nie prawda że na Majorce Gadzin z Tobą nie było.
Tam się po prostu lepiej maskowałyśmy i ukrywałyśmy
Albania jest piękna
ale
w górach

reszta , to syf

http://i47.tinypic.com/245ycfp.jpg

szkoła w górach



garściami se można brać


http://i47.tinypic.com/2r5e2wj.jpg

http://i46.tinypic.com/2eocjyh.jpg


Biedny ten kraj ale za to jaki piękny
Piękne są zdjęcia z tej Albanii:) Nie myślałem, że to taki ładny kraj:)
Bardzo piękne zdjęcia! Super!


ďťż
Wszelkie Prawa ZastrzeĹźone! Pyza na polskich dróżkach Design by SZABLONY.maniak.pl.