![]() |
|||||
![]() |
|||||
![]() |
|||||
Pyza na polskich dróżkach Drugi Hotel Marigold / The Second Best Exotic Marigold Hot 28 pokoi hotelowych / 28 Hotel Rooms Senior Travel - hotel Prima Life - Skanes HOTEL DLA MA£YCH ZWIERZ¡T - WARSZAWA / Józefów Senior Travel - hotel Marabout - Sousse Polecam hotel, doskona³e miejsce do wypoczynku. Odradzam Hotel Adam & Spa 17 stycznia Hotel Alabaster 10.01 Hotel Zimowit 21 listopada Hotel Rzeszów |
Pyza na polskich dróżkachWitam i pozdrawiam wszystkich ciekawych ¶wiata. Tym razem chcia³bym podzieliæ siê wra¿eniami z pobytu w hotelu Paradis Palace w Hammamecie. ¯yczê mi³ej lektury, a nade wszystko udanego pobytu na wakacjach.--------------------------------------------------------------------------- Wyjazd do Hammametu [grudzieñ 2009 Droga na lotnisko Od wczoraj trwa odwil¿, ale ¶nieg jeszcze nie zd±¿y³ stopnieæ. W nocy przyszed³ lekki mrozek i ca³a breja na ulicy zamarz³a. Wstajê na wszelki wypadek o 4.30. Wprawdzie jestem spakowany, a autobus mam o 6.05, ale nie lubiê siê spieszyæ i wolê byæ na nogach kilka minut wcze¶niej ni¿ jedn± za pó¼no. Zjadam owsiankê i resztkê sernika, ubieram siê, ¿egnam pieski i w drogê. Tobi zaczyna szczekaæ, ale udaje siê go uspokoiæ. O dziwo, pokonujê lodowisko na ulicy bez jakichkolwiek przygód. Na przystanku jestem kwadrans przed czasem. Kiedy autobus nie pojawia siê o wyznaczonej porze, jestem trochê zaniepokojony. Niepotrzebnie, bo dziesiêæ minut pó¼niej nadje¿d¿a i to z po³ow± miejsc siedz±cych wolnych. W koñcu to wigilia i ruch jest minimalny w porównaniu z dniem powszednim. Na ¯eraniu jeste¶my raz - dwa. Tu ³apiê drugi autobus, potem metro i jeszcze jeden autobus. Na lotnisko docieram w nieca³e pó³torej godziny. Rekord trasy. O k ê c i e Przyje¿d¿am ponad trzydzie¶ci minut za wcze¶nie. Jest pustawo, pe³no wolnych miejsc w poczekalniach. Zd±¿y³em przeczytaæ po³owê gazety i ju¿ mo¿na siê odprawiaæ. Dzia³aj± trzy stanowiska, do ka¿dego czeka po kilkana¶cie osób. Kolejka posuwa siê w miarê sprawnie. Dochodzê do kontuaru, podajê dokumenty i w³a¶ciwie w tym samym momencie, bez wymiany jednego s³owa, facet podaje mi boarding. Gotowe. Co¶ mnie tknê³o, ¿e to jakby za prêdko. Nic jednak nie mówiê, bo niby co mia³bym powiedzieæ. Kartê pok³adow± mam, walizka odjecha³a. Teraz kontrola bezpieczeñstwa. Pokonujê j± trzymaj±c spodnie w gar¶ci, bo kazali zdj±æ pasek i oddaæ do prze¶wietlenia. Ale buty zachowa³em, chocia¿ wszyscy wokó³ musz± zdejmowaæ. Przez maszynê trzeba przepu¶ciæ wszystko – baga¿ rêczny, ubranie wierzchnie – kurtki, marynarki i inne ¿akiety, zawarto¶æ kieszeni oraz wskazane inne elementy stroju. Wzbudzam zaufanie, nie sprawdzaj± mnie ju¿ skanerem rêcznym. Jestem w strefie wolnoc³owej. Przez dobr± chwilê spacerujê. Jestem tam po raz pierwszy od oddania do u¿ytku nowego terminala. Odwiedzam wszystkie dostêpne zakamarki. Jest pusto i spokojnie. Nie ma ludzi. Kawiarnie, restauracje, sklepy, korytarze i poczekalnie jakby wymar³e. A jest ju¿ po godzinie dziewi±tej, na rozk³adzie jeden samolot za drugim. W miêdzyczasie wstêpujê do toalety i po wyj¶ciu widzê, ¿e uda³o mi siê zgubiæ boarding. Lekka panika, wracam czym prêdzej po w³asnych ¶ladach i jest !!! Le¿y na ¶rodku przej¶cia, ludzie po nim st±paj± i nie zwracaj± na niego uwagi. Tym razem mi siê upiek³o. Kierujê siê do odprawy paszportowej, która ze wzglêdu na system Schengen jest teraz w g³êbi strefy wolnoc³owej. Polega to na tym, i¿ czê¶æ wyj¶æ do samolotów znajduje siê za kontrol± bezpieczeñstwa a przed kontrol± paszportow±. St±d odlatuje siê do pañstw Schengen. S± to loty wewnêtrzne w obszarze pañstw nale¿±cych do porozumienia. Dlatego sprawdzanie dokumentów podró¿y nie jest konieczne. Jest tu niewielka sprzeczno¶æ, bo odprawiaj±c baga¿, wraz z biletem trzeba pokazaæ paszport, a potem tak samo przy kontroli bezpieczeñstwa. Ale formalnie to nie jest kontrola paszportowa. Byæ mo¿e mo¿na by siê wylegitymowaæ jad±c do krajów Schengen tak¿e innym dokumentem, np. dowodem osobistym. Sprawdzê to innym razem. Drug± konsekwencj± nowej organizacji przestrzeni europejskiej s± dwa rodzaje cen w sklepach wolnoc³owych. Obowi±zuj± tam ceny dla podró¿nych przemieszczaj±cych siê w ramach Unii Europejskiej (s± one wy¿sze) oraz korzystniejsze, ni¿sze ceny dla udaj±cych siê poza Uniê. Wopista ogl±da po kolei wszystkie kartki mojego paszportu i stwierdza, ¿e nie korzysta³em zbyt wiele z tego dokumentu. Jest zdziwiony, ¿e przez osiem lat nie wstawiono mi tam ¿adnej piecz±tki. Odpowiadam, ¿e korzysta³em w miarê potrzeb, ale rzeczywi¶cie jestem domatorem. Kontroler przesuwa odpowiedni± stronê ok³adki przez czytnik skanera, spogl±da na ekran, potem na mnie i z dziwnym u¶mieszkiem oddaje paszport ¿ycz±c udanej podró¿y. Teraz pozosta³o jeszcze tylko krótkie oczekiwanie w przestronnym hallu przed bramk± oddzielaj±c± poczekalniê od rêkawa wiod±cego prosto do drzwi samolotu. Za oknem stoi przygotowany dla nas Boeing 737 w barwach linii lotniczej, której nazwê widzê po raz pierwszy w ¿yciu. Wchodzimy zgodnie z planem. Podró¿ni sprawnie i w miarê p³ynnie zajmuj± miejsca. Na pok³adzie jest komplet. Udaje mi siê wypatrzeæ zaledwie jeden wolny fotel w ca³ym samolocie. W s a m o l o c i e Startujemy o czasie. Wnet okazuje siê, ¿e lecimy maszyn± nale¿±c± do czeskiego przewo¼nika czarterowego. Stewardessy s± jakby specjalnie dobierane – wszystkie poni¿ej trzydziestki, wygl±daj± na sportsmenki, zadbane, doskonale mówi± po angielsku, bardzo energiczne i pewne siebie. Kiedy rozpêdzamy siê na pasie startowym, mijamy za oknem terminal dworca lotniczego na Okêciu i spostrzegam, ¿e byli¶my jedynym samolotem przy wszystkich rêkawach obu terminali. Owszem, na p³ycie lotniska i w pobli¿u hangarów widaæ kilkana¶cie maszyn, prawie wszystkie s± w barwach LOT-u, ale one póki co nigdzie nie lec±. Có¿ - marazm, prowincja, za¶cianek. Nie widzia³em drugiego równie zapyzia³ego portu lotniczego w ¿adnym mie¶cie europejskim i pozaeuropejskim chyba te¿. Podobnie senna by³a Nd¿amena w Czadzie, ale tam nie dorobili siê jeszcze rêkawów wej¶ciowych. Nairobi, czy momentami nawet Trypolis by³y bardziej o¿ywione ni¿ Warszawa w to wigilijne przedpo³udnie 2009 roku. Nie wspominaj±c o Kairze, Tunisie czy nawet D¿erbie, która dorobi³a siê terminala niewiele ustêpuj±cego gabarytom Okêcia. A lotniska europejskie, to ju¿ zupe³nie inna bajka. Osi±gnêli¶my wysoko¶æ i szybko¶æ marszow±. I oto tu, w przestworzach, dwana¶cie kilometrów nad ziemi± dogoni³ nas kryzys. Oszczêdzamy bowiem paliwo lec±c nieco wy¿ej ni¿ bywa³o to wcze¶niej, a do tego wolniej, bo zamiast 900 mamy tylko 780 km/godz. Teraz przychodzi kolej na lekcjê latania czarterami. Okazuje siê, ¿e nie przewidziano ¿adnego poczêstunku. Jak kto¶ jest g³odny, to mo¿e sobie kupiæ sandwicza za 4,5 euro, zupkê chiñsk± za 3,5 i popiæ to kaw±, herbat± lub col± za dwa i pó³. Osobi¶cie decydujê siê na kawê, bo od pi±tej rano zd±¿y³em ju¿ zg³odnieæ i nie¼le ssie mnie w ¿o³±dku. Tymczasem pilot informuje po angielsku, ¿e w Monastyrze czeka nas ³adna pogoda i temperatura 22oC. Towarzystwo przyjmuje wiadomo¶æ bez entuzjazmu, bo ma³o kto zrozumia³ komunikat. M o n a s t y r - p r z y l o t Przybywamy punktualnie. Lotnisko niedu¿e, kameralne, a ruch na nim prawie jak w Warszawie. Wysiadamy na p³ytê i do dworca podwo¿± nas autobusy. Odprawa paszportowa b³yskawiczna – trwa tyle, co wstawienie stempla. Tunezyjskim zwyczajem piecz±tka jest wbijana na pierwszej wolnej stronie od koñca paszportu. Ustawiam siê przy ta¶mie z baga¿ami. Czekam, czekam i czekam. Widzê, ¿e jestem ju¿ sam w ca³ej hali. Kiedy podajnik baga¿u zatrzymuje siê, pytam miejscowego, czy to ju¿ wszystko, co przylecia³o z Warszawy. Ch³opina chce pomóc, wpe³za po konwejerze do pomieszczenia, gdzie ³aduj± baga¿e na ta¶mê i mówi, ¿e nic wiêcej nie ma. Czujê siê nieswojo. Wycieczka posz³a dalej, a ja z paszportem i biletem w gar¶ci zastanawiam siê co pocz±æ. Wskazuj± mi, gdzie mie¶ci siê biuro reklamacji baga¿owej. Idê tam, grzecznie wszystko zg³aszam, dostajê stosowny kwit, ka¿± mi jechaæ do hotelu i czekaæ. Wychodzê z hali przylotów, celnik zdziwiony, ¿e tak na lekko, z pustymi rêkoma. Przy stoisku mojego biura, czyli TUI, nie ma ju¿ nikogo. Rozgl±dam siê w nadziei, ¿e zobaczê jak±¶ znajom± twarz z samolotu. Nikogo, sami tubylcy. Po kilku minutach wraca rezydentka agencji. Rozminêli¶my siê, ona te¿ mnie szuka³a. Jest autentycznie zdziwiona, ¿e sam za³atwi³em reklamacjê baga¿ow±. Okazuje siê, ¿e to Polka, chocia¿ w pierwszej chwili s±dzi³em, i¿ jest Niemk±, bo i biuro niemieckie i ona akurat do kogo¶ mówi³a po niemiecku. Wskazuje miejsce w mikrobusie, który zawiezie mnie na miejsce wypoczynku wraz z kilkoma innymi osobami. Oni tak¿e bêd± mieszkaæ w Paradis Palace. Zabiera kwity, które dosta³em w sprawie mojej walizki i informuje, ¿e nazajutrz po po³udniu bêdzie w moim hotelu i wtedy powie, co dalej. Uprzedza, ¿e kiedy baga¿ siê odnajdzie, bêdê musia³ osobi¶cie przyjechaæ po odbiór z Hammametu na lotnisko w Monastyrze. Zwróc± mi pieni±dze za wynajêcie taksówki. Rozstajemy siê w stylu arabskim. Szybko, szybko, bo busik musi ju¿ ruszaæ. Przed nami 100 kilometrów ostatniego etapu podró¿y. Ruszamy. Po drodze same znajome miejsca. Mimo to, pierwsze wra¿enie typowe dla nowego przybysza w te strony, czyli konstatacja – jaki tu ¶mietnik. Znów widzê co¶, co podczas wcze¶niejszych wizyt przesta³em zauwa¿aæ. P a r a d i s P a l a c e - dzieñ 0 Ponad godzinê jedziemy, g³ównie autostrad± i ju¿ jeste¶my na miejscu. Poniewa¿ nie mam baga¿u, jestem pierwszy w recepcji. Formalno¶ci to piku¶. Wrêczam voucher, wype³niam kartê meldunkow±, otrzymujê klucz do pokoju, na rêkê zapinaj± mi bransoletkê potwierdzaj±c± wykupienie opcji all inclusive. W krótkich s³owach zostajê poinstruowany, co i jak. Miêdzy innymi uprzedzaj± mnie, ¿e z powodu Bo¿ego Narodzenia, w tym dniu zamiast bufetu, bêdzie kolacja „siedz±ca” z obs³ug± kelnersk±. Wstêpujê do pokoju i ruszam na zwiedzanie hotelu. Idê do baru przy pla¿y na podwieczorek i dopiero tam zdajê sobie sprawê, ¿e jestem potwornie g³odny. Od razu przekonujê siê jaki nieoceniony jest wariant all inclusive. Wchodzê do przestronnej restauracji samoobs³ugowej zwanej barem przy pla¿y, nak³adam sa³atki, pizzê, jakie¶ ciep³e danie. Powtarzam to, a¿ czujê, ¿e nie mogê siê ruszaæ. W miêdzyczasie zamawiam picie, na koniec idê do lady z deserami, ale na ¿adne ciasta czy lody nie mam ju¿ si³y i biorê tylko owoce. W koñcu to szczyt sezonu cytrusowego. Jeszcze tylko kawa i zwyczajnie wstajê od stolika i wychodzê. Chocia¿ powoli zapada zmrok jest to dobra pora na krótki spacer po pla¿y. Woda w morzu wydaje siê ciep³a. Brodzê zanurzony po kostki, a nogi wcale mi nie drêtwiej±. Jest dobrze. Wracam do pokoju, krótka drzemka i w³a¶nie nadesz³a pora na ¶wi±teczn± kolacjê. W i e c z e r z a w i g i l i j n a Przychodzê kilkana¶cie minut po otwarciu lokalu. ¦wi±teczne imponderabilia rozstawiono po ca³ej sali. S± choinki z bombkami, s± girlandy lampek, s± kolorowe domki przypominaj±ce szopki, a nawet wnêka z figurkami zaaran¿owana na stajenkê, jest ¿ywy ¶w. Mikolaj z workiem prezentów. Restauracja tonie w mroku. Zapalone s± tylko drobne, ciemnoczerwone, migotliwe lampki znajduj±ce siê na masywnych s³upach tu¿ pod sufitem oraz ¶wiece na stolach. Obs³uga, pod³ug starszeñstwa stoi w karnym szeregu przy wej¶ciu i wita wchodz±cych do jadalni, a dy¿urny fotograf pstryka zdjêcia. Zajêta jest ju¿ mniej wiêcej jedna czwarta miejsc. S± stoliki zwyk³e, nakryte dla dwóch lub trzech osób, s± nieco wiêksze czteroosobowe i najwiêksze, które przygotowano dla sze¶ciu, a nawet o¶miu go¶ci. Wiêkszo¶æ ma kszta³t kwadratowy lub prostok±tny, ale jest równie¿ kilka okr±g³ych. Ka¿dy siada gdzie chce. Jest to system, który powoduje, ¿e wiele osób przez ca³y wieczór pozostaje przy stole samotnie. Przygotowanych miejsc jest wyra¼nie wiêcej ni¿ biesiadników i w ¿adnym momencie nie jest zajête wiêcej ni¿ po³owa krzese³. Trzeba dodaæ, ¿e wykorzystywana jest tylko czê¶æ restauracji, mniej wiêcej jedna trzecia jej powierzchni. Reszta pozostaje oddzielona kotarami. Gdyby przygotowano kilka du¿ych sto³ów i usadzano go¶ci kolejno, tak, jak pojawiaj± siê na sali, wymuszono by w ten sposób jak±¶ formê integracji uczestników wieczerzy. A tak wszyscy byli de facto pozostawieni samopas. Ci, którzy przyszli w wiêkszym gronie, trzymali siê razem, a ci, którzy byli sami, pozostali sami do koñca wieczoru. Zabrak³o mistrza ceremonii. Od samego pocz±tku przygrywa orkiestra. Przede wszystkim przeboje w³oskie, francuskie, trochê amerykañskich. Czyni to bardzo g³o¶no, w efekcie w restauracji panuje du¿y ha³as. Idê do miejsca najbardziej oddalonego od muzyków i siadam przy ¶rednim stoliku z czterema nakryciami. Obok talerzy le¿± po trzy widelce i no¿e, w tym dwa do ryb oraz ³y¿ka, a na dok³adkê powy¿ej u³o¿ono po dwa widelczyki deserowe i ³y¿eczkê. Dla go¶ci p³ac±cych jest karta napojów, które dla posiadaczy opcji all inclusive s± gratis. Na stole czekaj± ju¿ przygotowane zawczasu tartinki z kawiorem, serem i ró¿nego rodzaju pastami. Orkiestra gra w najlepsze, go¶cie nadal siê schodz±. Popijam piwo Celtia i czekamy. Mam czas by rozejrzeæ siê po sali. W s±siedztwie, przy najbli¿szym stoliku z lewej strony, zajmuj± miejsca Polacy z mojego samolotu. To jedyne osoby z tego lotu, które równie¿ trafi³y do hotelu Paradis Palace. S± to trzydziestoparoletni rodzice z dwójk± maluchów. Olek ma piêtna¶cie miesiêcy, ssie smoczek, a s³omkowe blond w³osy obciête na je¿a nadaj± mu wygl±d urwisa. Jego siostra Zuzia ma trzy latka. Muzyka na ¿ywo sprawia im wielk± frajdê. Przez pierwsze pó³ godziny maluchy s± spacyfikowane i tañcz± ze sob±. Przy stole vis – a – vis mnie siadaj± dwie W³oszki w ¶rednim wieku, dalej w prawo para w³oskich trzydziestolatków i jeszcze dalej w prawo, w³a¶ciwie ju¿ za moimi plecami sadowi siê samotny facet w moim wieku, jeszcze jeden W³och. Ta nacja zdecydowanie dominuje liczebnie na moim turnusie. By umiliæ oczekiwanie, kelner przynosi ciep³e tartinki z kruchego ciasta francuskiego. Maj± ró¿ne kszta³ty i nadzienia. Jest miêsne, warzywne i serowe. Zauwa¿am le¿±cy na stole papierowy rulon przewi±zany ozdobn± wst±¿k± z kokard±. Rozwijam i odkrywam menu ¶wi±tecznej kolacji spisane w czterech jêzykach europejskich, ale bez naszego. Mo¿na siê tam dowiedzieæ, ¿e zaczniemy od zupy grzybowej, potem bêdzie mus krewetkowy z ³ososiem lub odwrotnie, a nastêpnie sorbet cytrynowy. To na rozgrzewkê. Z powa¿nych dañ czeka nas sola faszerowana i na koniec pieczony indyk z warzywami po francusku. Wieczór zakoñcz± desery, z których pierwszym bêdzie ananas w tulipanie, drugim ciasto ¶wi±teczne, a ostatnim kosz owoców. Pojawia siê kelner z zup±. Jest ni± krem grzybowy z unosz±cym siê na powierzchni kopczykiem posiekanych, gotowanych grzybów le¶nych. Ca³o¶æ sprawia bardzo dobre wra¿enie i stanowi mi³e rozczarowanie. Aromatyczny, g³adki krem i delikatne, prawdziwe borowiki. Gdyby nie orkiestra graj±ca na ca³ego, by³oby w tym momencie naprawdê ¶wi±tecznie. Po lewej Olek i Zuzia zupe³nie nie interesuj± siê kolacj±. Taniec ju¿ ich znudzi³, teraz dokazuj± miêdzy sto³ami. Jedno z rodziców musi bez przerwy ¶ledziæ ich poczynania. Widaæ, ¿e ludzie ci s± zmêczeni. Przez bachory nie mog± nawet dopiæ piwa, które zamówili. Wkrótce pojawia siê ³oso¶ z musem krewetkowym. Porcja jest symbolicznej wielko¶ci. £oso¶, to malutki plasterek wêdzonej ryby zwiniêty w ró¿yczkê, mus przypomina bardziej pasztet. Dwa ruchy widelcem i danie zaliczone. Poprawne, ale nie robi wra¿enia. Moje s±siadki W³oszki okazuj± niezadowolenie z zakazu palenia w restauracji, ale grzecznie wychodz± do baru ju¿ który¶ raz, aby na³ykaæ siê dymu. Oczekiwanie na kolejne dania trochê siê wyd³u¿a i niektórzy umilaj± sobie czas tañcz±c. Jako pierwsza wysz³a na parkiet para w³oskich seniorów. Zwrócili oni moj± uwagê ju¿ wcze¶niej, w sklepie hotelowym. Nienagannie ubrani, d¿entelmen ca³y czas pod krawatem, nawet na terenie hotelu chodzi w kapeluszu. Pods³ucha³em ich rozmowê ze sprzedawc±, gdy mówili, ¿e przyjechali na trzytygodniowy pobyt. Obydwoje musz± mieæ ju¿ dobrze przekroczon± osiemdziesi±tkê. Drobnego wzrostu, szczuplutcy, tryskaj± wprost dobrym humorem. Mo¿liwe, i¿ maj± co¶ wspólnego z gastronomi±, bo ka¿dego dnia prowadz± d³ugie rozmowy z kelnerami i kucharzami. Czasami podchodzi do nich szef kuchni, przynosi jakie¶ notatki, a starsi pañstwo co¶ sobie zapisuj±. Wszyscy pracownicy hotelu traktuj± ich w sposób typowy dla Arabów, czyli z niezwyk³± atencj± i szacunkiem, jaki maj± wpojony dla osób starszych. W wigiliê oni w³a¶nie jako pierwsi zainaugurowali tañce. Kelner niesie sorbet cytrynowy. Serwuj± go w wydr±¿onej i przepo³owionej cytrynie z³o¿onej w jedn± ca³o¶æ. Nazwa sorbet jest myl±ca, gdy¿ zawarto¶æ cytryny okazuje siê byæ bardzo t³ustymi i s³odkimi lodami. I znów czekamy, czekamy. Pojawiaj± siê kolejni tancerze, a Olek coraz bardziej daje w ko¶æ rodzicom. O dziwo nie ¶ci±ga nic ze sto³ów i nie wiesza siê na obrusach. Jednak w miarê nabierania ¶mia³o¶ci zatacza coraz wiêksze krêgi wokó³ sto³u rodziców. Wyra¼nie kieruje siê w stronê, gdzie siedzi kilka rodzin z ma³ymi dzieæmi. Problem z nim polega na tym, ¿e jest ni¿szy od sto³u i ginie z pola widzenia na coraz d³u¿sze chwile. Na dobr± sprawê, przy swoim wzro¶cie móg³by bez schylania siê przechodziæ na wprost pod sto³ami, jednak utrudniaj± mu to ludzie, którzy tam siedz±. Oczekiwanie na kolejne dania staje siê nu¿±ce. Odnoszê wra¿enie, i¿ organizatorzy chc± daæ go¶ciom mo¿liwo¶æ pobiesiadowanie, a nie tylko zjedzenia i szybkiego powrotu do pokojów. W koñcu przynosz± solê. S± to dwa niedu¿e filety zwiniête w roladki z nadzieniem orzechowo – migda³owym. Porcja jest wielko¶ci skromnej przystawki, ale smakuje ca³kiem nie¼le. Przyda³oby siê jednak skropiæ rybê cytryn±. Na talerzu jest jeden plasterek, na którym ustawiono dla ozdoby zwiniêt± skórkê z pomidora. Próbujê u¿yæ tej cytryny, ale okazuje siê ju¿ wyci¶niêta. Zgroza. Zaciskam zêby i czekam na ci±g dalszy. Robiê to bardziej z ciekawo¶ci i dla zasady ni¿ z g³odu. Impreza trwa ju¿ prawie dwie godziny, a koñca nie widaæ. Zuzia melduje rodzicom, ¿e chce spaæ. Robi to raz, potem kolejny i po trzecim podej¶ciu mama proponuje, ¿e pójdzie z dzieæmi do pokoju. W jej ma³¿onka co¶ w tym momencie wstêpuje i cedzi on przez zaci¶niête zêby, z palcem wskazuj±cym wycelowanym miêdzy oczy ¿ony, ¿e ma siê nauczyæ, by tak nie robiæ. Albo id± wszyscy, albo nikt. Mówi ju¿ bardzo g³o¶no, w³a¶ciwie krzyczy, ¿eby siê tego wreszcie nauczy³a, raz na zawsze. Orkiestra akurat robi sobie przerwê i s³yszy go pó³ sali. Atmosfera przy s±siednim stoliku staje siê lodowata. Pan wstaje i wychodzi z Zuzi±. Pani siedzi przy stole z kamienn± twarz± zapatrzona w nieskoñczono¶æ. Wyra¼nie nie potrafi zdecydowaæ, czy wybuchn±æ p³aczem, czy chwyciæ nó¿ i goniæ mê¿a. Na ziemiê sprowadza j± Olek, który nagle pojawia siê nie wiadomo sk±d ss±c bu³kê. Musia³ j± gdzie¶ zwêdziæ. Matka ³apie go, wsadza do wózka i wychodz±. Dla tej rodziny wigilijna kolacja w Hammamecie w³a¶nie siê skoñczy³a. Opuszczaj±cych restauracjê jest zreszt± wiêcej. S± to ci, co realnie ocenili, ¿e po prostu trac± czas, bo ¿adnych fajerwerków kulinarnych ju¿ nie bêdzie. Ja konsekwentnie trwam na posterunku. W koñcu doczekujê siê. Na stó³ wkracza danie g³ówne czyli indyk. Stanowi go dwucentymetrowy plasterek rolady z ciemnym nadzieniem nieokre¶lonego rodzaju. Miêso jest wysuszone i twardawe. Na talerzu s± jeszcze dwa malutkie krokiety ziemniaczane w kszta³cie gruszek, maj± nawet ogonki wykonane z ³odyg jakiej¶ ro¶liny. Jest ponadto wiklinowy koszyczek zawieraj±cy gotowane warzywa – brukselkê, kalafiora i broku³y. Trudno mi wyobraziæ sobie bardziej obrzydliwy zestaw zieleniny, chocia¿ muszê przyznaæ, ¿e sposób podania jest oryginalny i estetyczny. Nie odczuwam zbytnio up³ywu czasu, bo w miêdzyczasie zmieni³em piwo na czerwone wino i spokojnie smakujê kolejne dolewki. Dostajê pierwszy deser czyli ananas w czym¶ tam. Jest to kostka ananasowa pod grub± pierzyn± bia³ego kremu, który nie ma ¿adnego smaku, a jedynie potworn± s³odycz. Bez ¿alu odstawiam krem po wyjedzeniu owoców. Sala wyra¼nie pustoszeje i raczej zrezygnowany czekam na fina³. Nagle i tak s³abiutkie ¶wiat³a ca³kiem gasn±. Orkiestra przerywa w pó³ taktu i gra tusz. W ciemno¶ci do restauracji wkracza szereg cukierników nios±cych tace z ciastami, w które wetkniêto iskrz±ce sztuczne ognie. Doczeka³em siê na clou tego wieczoru. Zimne ognie rozb³yskuj± ze wszystkich stron, a autorzy roznosz± osobi¶cie swoje s³odkie dzie³a wprost do stolików. Moja cukierniczka ma kilkana¶cie lat i jest czarna jak heban, szczuplutka i bardzo wysoka, prawie taka jak ja. Ubrana w ¶nie¿nobia³y strój z wysok± czap± kucharsk± na g³owie robi piorunuj±ce wra¿enie. Przystêpujê do degustacji ciastka pokrytego grub± pow³ok± bia³ego kremu. Katastrofa. Sto procent s³odyczy. Nic wiêcej o flagowym daniu tego wieczoru nie da siê powiedzieæ. Zostawiam prawie nietkniêt± porcjê. Ci, co mnie znaj±, wiedz±, co to oznacza, kiedy rezygnujê z deseru. £apiê kelnera i proszê o kawê. A on – sorry sir, ale w porze kolacji na tej sali kawy siê nie podaje. Trzeba i¶æ do baru. Ale jak móg³bym pój¶æ, skoro jeszcze nie dosta³em kosza z owocami. I oto jest. Skromny pó³misek z gruszk±, jab³kiem, bananem, pomarañcz±, mandarynk± i ga³±zk± daktyli. Wybieram jab³ko. Okazuje siê miêkkie i m±czyste. Ju¿ wiem, ¿e nadszed³ czas zakoñczenia kolacji wigilijnej. U¶wiadamiam sobie, ¿e wieczór w restauracji trwa³ ponad trzy godziny. P o b y t Wracam prosto do mojego numeru, aby zastanowiæ siê, jak sobie dalej radziæ bez wszystkich przedmiotów codziennego u¿ytku, które zosta³y w zagubionej walizce. Szybko podejmujê decyzjê, która nasuwa siê sama. Baga¿ jest przecie¿ ubezpieczony i ten fakt zamierzam wykorzystaæ. Zrobiê podstawowe zakupy na koszt ubezpieczyciela. Schodzê do butiku hotelowego i kupujê podstawowe kosmetyki – pastê do zêbów, szczoteczkê i maszynkê do golenia. Na dzi¶ starczy wra¿eñ. Idê spaæ. Nazajutrz po ¶niadaniu, gdy nadal brak wie¶ci o baga¿u, kontynuujê zakupy. Nabywam koszulkê z krótkim rêkawem, k±pielówki, spodnie od dresu, klapki i wodê koloñsk±. Na pocz±tek do¶æ, aby w miarê normalnie korzystaæ z uroków wakacji. Rachunki oczywi¶cie zbieram by przedstawiæ je w stosownym czasie do rozliczenia. Niestety w hotelowym butiku s± same podróbki markowych rzeczy, co sprowadza siê do ¿±dania cen orygina³ów za naprawdê kiepskiej jako¶ci imitacje. Jednak po¶wiêcenie pó³ dnia na pój¶cie na zakupy do miasta uznajê za stratê czasu i kupujê co jest. Zakoñczenie historii zagubionego baga¿u jest pozytywne. Po dwóch dniach otrzymujê telefoniczn± wiadomo¶æ, ¿e walizkê odnaleziono i niebawem przyleci do Monastyru. Warunek, jak ju¿ wspomnia³em jest taki, i¿ muszê j± odebraæ osobi¶cie, a przypomnê, ¿e Paradis Palace znajduje siê 100 kilometrów od lotniska w Monastyrze (dzi¶, tj. od 2011 roku jest ju¿ nowe, bli¿sze lotnisko w ). Rezydentka TUI podsy³a mikrobus, z którego us³ug czêsto korzysta. Jadê na lotnisko, w dwie minuty odbieram walizkê i wracam do Hamametu. P³acê uzgodnion± kwotê za kurs, biorê rachunek i idê do pokoju nacieszyæ siê baga¿em. Wszystko w porz±dku, nic nie zginê³o, ale u³o¿enie moich rzeczy wskazuje, ¿e baga¿ by³ otwierany. Fina³ przygody ze zgubion± walizk±, to rozliczenie, które bardzo sprawnie przeprowadza moja rezydentka. Zwraca mi koszt podró¿y na lotnisko oraz wyp³aca rycza³tem po 50 EUR za ka¿dy dzieñ zaginiêcia walizki. Okazuje siê, ¿e rachunki za dokonane zakupy nie by³y potrzebne. Polityka TUI w zakresie traktowania turystów, którym zagin±³ baga¿ zas³uguje na uznanie, bo firma nie zostawia poszkodowanego na lodzie. Niestety wiêkszo¶æ polskich tour operatorów tak nie czyni. Ubezpieczenia, które s± wykupywane wraz z wycieczk±, zazwyczaj, nie uwzglêdniaj± sytuacji „czasowego” zaginiêcia baga¿u. Podró¿ny musi martwiæ siê o wszystko sam, a ewentualne rozliczenia przeprowadzaæ po powrocie do kraju. Dlatego od czasu tej przygody zawsze wykupujê dodatkowe ubezpieczenie baga¿u w firmie, która honoruje m.in. sytuacjê opó¼nionego dotarcia baga¿y. Ja wybra³em Allianz, bo po zapoznaniu siê z ofert± wiêkszo¶ci ubezpieczycieli na polskim rynku, uzna³em, ¿e najlepiej ochroni moje interesy. Kolejny, pierwszy, pe³ny dzieñ pobytu rozpoczynam od wyj¶cia na pla¿ê. Biorê rêcznik, wodê do picia, plecak i idê. Pla¿a piaszczysta, szeroka, czysta, z palmowymi parasolami ustawionymi na sta³e przed kolejnymi hotelami. Gdy spojrzymy w prawo lub lewo wzd³u¿ linii brzegowej, widaæ kompleksy hotelowe ci±gn±ce siê jeden za drugim a¿ po horyzont. W ka¿dym kierunku jest ich po kilkana¶cie, byæ mo¿e nawet kilkadziesi±t. H o t e l Hotel Paradis Palace le¿y nad samym morzem, w ¶rodku strefy turystycznej rozci±gaj±cej siê miêdzy Hammametem na pó³nocy a Yasmine, now± turystyczn± miejscowo¶ci± satelick± zbudowan± od zera w ci±gu ostatniej dekady, na po³udniu. Miasta dzieli odleg³o¶æ dziesiêciu kilometrów. Paradis Palace le¿y oko³o trzy kilometry od Yasmine. Hotel jest du¿y, ale architekci z wyczuciem rozmie¶cili poszczególne budynki na sporej powierzchni i go¶æ nie czuje siê przyt³oczony t± wielko¶ci±. G³ówne budynki, frontem zwrócone ku morzu, maj± po trzy piêtra i tworz± kilka skrzyde³ za³amanych pod k±tem prostym i dodatkowo przesuniêtych. W du¿ym uproszczeniu mo¿na powiedzieæ, i¿ kszta³tem przypomina to nieforemn± literê H. Ponadto jest kilka jedno, dwu i trzykondygnacyjnych pawilonów w ogrodzie pomiêdzy g³ównym budynkiem a ulic± biegn±c± przez strefê turystyczn± równolegle do brzegu morskiego. ![]() ![]() Teren otaczaj±cy hotel pokrywaj± schludne trawniki z gajem palmowym. Drzewa siêgaj± trzeciego piêtra i w s³oneczne dni zapewniaj± mi³y cieñ. Hotel jest odsuniêty od pla¿y o kilkadziesi±t metrów. ![]() ![]() Przestrzeñ t± wype³nia du¿y basen o nieregularnych kszta³tach, z wyspami i mostkami. Jest tam tak¿e jedna, du¿a zje¿d¿alnia, któr± mo¿na uznaæ za namiastkê aquaparku. Po miniêciu basenu, id±c w stronê pla¿y, po lewej stronie mamy pawilon, gdzie mie¶ci siê kryty basen i si³ownia. ![]() ![]() Basen typowy dla tego typu obiektów, o d³ugo¶ci ok. 15 metrów i maksymalnej g³êboko¶ci 1,3 m. Si³ownia znajduje siê w du¿ej sali gimnastycznej wyposa¿onej w prosty zestaw do æwiczeñ typu atlas, dwa rowery treningowe, dwa przyrz±dy do symulacji marszu, ³aweczki, drabinki, materace, hantle. Ogólne wra¿enie dobre, widaæ, ¿e kto¶ dba o to miejsce. Odwiedzaj±c salê fitness by poæwiczyæ, trzeba mieæ na uwadze, ¿e dzieci przychodz±ce na basen, permanentnie wyci±gaj± bateryjki z liczników rowerów treningowych i stepów. Kryty basen jest mi³± form± spêdzania czasu w sezonie jesienno – zimowym, ale woda jest zdecydowanie zbyt ciep³a. Ma ona temperaturê ok. 28o C (jest termometr zanurzony w basenie) i próba p³ywania powoduje, ¿e cz³owiek zaczyna siê pociæ. Po przeciwnej stronie alejki wiod±cej ku pla¿y, dok³adnie vis-a-vis krytej p³ywalni, znajduje siê parterowy pawilon restauracji Neptune. Lokal postawiono z my¶l± o pla¿owiczach. Taras frontowy, z kilkunastoma stolikami ocienionymi parasolami, wychodzi wprost na piaszczyst± pla¿ê. Umieszczony na ty³ach tej restauracji bar i grill na ¶wierzym powietrzu zapewniaj± dostêp do przek±sek i napojów wczasowiczom wypoczywaj±cym nad basenem. Neptune serwuje ponadto, w postaci bufetu, po³udniowy posi³ek go¶ciom korzystaj±cym z opcji all inclusive. Restauracja g³ówna, w budynku hotelu, jest w ci±gu dnia nieczynna. G a s t r o n o m i a Podwoje restauracji w budynku g³ównym otwierane s± o 18.00 i rozpoczyna siê kolacja. Wybór dañ – od bufetu sa³atkowego, poprzez dwie zupy, bufet miêsny, rybny i drobiowy, k±cik tematyczny, gdzie codziennie czeka inna niespodzianka – raz jest to dzieñ pizzy i makaronów, kiedy indziej owoce morza, itd., ciep³e dania warzywne i wybór deserów, w tym ciasta, ciastka, kremy, owoce i lody. Jako¶æ potraw bez zarzutu, ilo¶æ nie do przerobienia. Ogromna pokusa by spróbowaæ choæby po trochu wszystkiego koñczy siê przejedzeniem. Naprawdê trzeba du¿o silnej woli by oprzeæ siê ob¿arstwu. ![]() ![]() Wybór dañ serwowanych w ramach lunchu jest skromniejszy ni¿ bufet kolacyjny w g³ównej restauracji, ale i tak trzeba siê pilnowaæ by nie przesadziæ z ilo¶ci±, zw³aszcza je¿eli po¿ywiamy siê w przerwie pla¿owania. W ramach posi³ku po³udniowego, jest zawsze wybór dziesiêciu ró¿nych sa³atek i surówek, ryba, co¶ z drobiu i jakie¶ miêso, ry¿, ziemniaki no i makaron oczywi¶cie. Oddzielne stanowisko serwuje pizzê z w³asnego pieca, s± ciastka, jaki¶ krem i owoce. Do tego pe³na gama napojów. Znacznie wiêcej ni¿ potrzeba do mi³ego spêdzenia czasu jako przerywnik w opalaniu i k±pielach s³onecznych oraz morskich. ![]() ![]() Oczywi¶cie najskromniej prezentuje siê bufet ¶niadaniowy. Jednak i tutaj wybór jest taki, zw³aszcza doskona³ego, ¶wie¿ego i chrupi±cego pieczywa oraz warzyw i nabia³u, jaj gotowanych i omletów, nie wspominaj±c o ciep³ych daniach i deserach, ¿e restauracjê opuszczamy najedzeni na ca³y dzieñ. P l a ¿ a Pla¿a hotelowa jest przestronna, szeroka, piaszczysta, z bezpo¶rednim dostêpem do morza. Piasek czysty, regularnie sprz±tany. Jest kilkadziesi±t s³omianych parasoli oraz trochê palm zapewniaj±cych mo¿liwo¶æ skrycia siê w cieniu. Go¶cie maj± do dyspozycji plastikowe le¿aki z materacami. W pobli¿u jest wypo¿yczalnia sprzêtu p³ywaj±cego, gdzie mo¿na równie¿ skorzystaæ z takich atrakcji, jak lot na spadochronie, jazda na bananie czy te¿ windsurfingu. Na w³asny koszt oczywi¶cie. I tylko w sezonie. Zim± wypo¿yczalnia sprzêtu jest nieczynna. ![]() ![]() Dno morskie jest p³askie. Aby dotrzeæ do miejsca, gdzie jest pó³tora metra g³êboko¶ci, trzeba odej¶æ dobre kilkadziesi±t, a mo¿e nawet sto metrów od brzegu. Po pla¿y spaceruj±, od hotelu do hotelu, liczni handlarze pami±tek oraz akwizytorzy us³ug i atrakcji. Obowi±zuje niepisana zasada, zgodnie z któr± korzystaj± oni wy³±cznie z przestrzeni pomiêdzy wod±, a lini±, gdzie zaczynaj± siê hotelowe parasole. Taktyka ich dzia³ania jest zawsze taka sama. W pierwszej kolejno¶ci zaczepiaj± turystów, którzy znajduj± siê na „ich” pasie pla¿y. A kiedy nie ma tam ju¿ nikogo do zaczepiania, podchodz± do linii parasoli i staraj± siê przyci±gn±æ uwagê osób siedz±cych na le¿akach, czy te¿ ogólnie mówi±c przebywaj±cych w strefie „parasolowej”. Gdy im siê uda nawi±zaæ kontakt wzrokowy, próbuj± spowodowaæ, by upatrzona ofiara podesz³a do nich i nawi±za³a dialog handlowy, ewentualnie staraj± siê sprowokowaæ jakikolwiek gest rêki lub kiwniêcie g³ow±, które mog³oby zostaæ zinterpretowane jako zaproszenie do podej¶cia do go¶cia. Dlatego, aby unikn±æ nagabywania, trzeba g³o¶no i wyra¼nie mówiæ, we wszystkich znanych jêzykach, „nie, dziêkujê”. ![]() Spacer pla¿± do Hammametu lub do Yasmine, stanowi ciekawe urozmaicenie rutyny hotelowej. Do obu miejscowo¶ci mo¿na dotrzeæ równie¿ ulicami, ale wówczas zdecydowanie przyjemniej jest skorzystaæ z taksówki, bo po drodze nie ma nic godnego uwagi. Taksówki nie s± drogie. Kierowcy sami zaczepiaj± Europejczyków proponuj±c podwiezienie. Aby unikn±æ nieporozumieñ w miejscu przeznaczenia, nale¿y od razu ustaliæ cenê za kurs – mo¿na siê umówiæ na jazdê wg licznika lub za jak±¶ kwotê rycza³tow±. Y a s m i n e Id±c bez po¶piechu brzegiem morskim, do Yasmine dociera siê w mniej ni¿ pó³ godziny. Miejscowo¶æ ta zosta³a wybudowana od podstaw w ci±gu minionej dekady, mo¿e kilka lat d³u¿ej. W przedsiêwziêcie by³ zaanga¿owany równie¿ kapita³ libijski, co dla spostrzegawczego obserwatora jest zauwa¿alne nawet na ulicy. ![]() Trzon Yasmine stanowi kilkadziesi±t kompleksów hotelowych. Jest ich tam czterdzie¶ci, piêædziesi±t, mo¿e nawet sze¶ædziesi±t. Standard zró¿nicowany, od trzech do piêciu gwiazdek. Opiniê najlepszego ma hotel Hasdrubal. Do poszczególnych atrakcji klienta próbuje siê przyci±gn±æ ró¿nymi metodami. Z my¶l± o najm³odszych turystach wybudowano hotel Leyla Baya, który ma wygl±d zamku Gargamela. Drugim elementem projektu Yasmine jest kompleks apartamentowców. W skali miejscowo¶ci, jest to ca³a dzielnica. Budynki o ciekawym wygl±dzie, niewysokie, kameralne, w¶ród zieleni, blisko pla¿y. Najciekawszym wszak elementem tego za³o¿enia architektonicznego jest kana³ wij±cy siê zakolami w¶ród budynków. ![]() ![]() Dziêki temu pomys³owi, mieszkañcy apartamentów mog± parkowaæ w³asne jachty dos³ownie pod swoimi oknami. Kana³, oczywi¶cie, ³±czy siê z morzem poprzez marinê. W miejscu, gdzie kana³ przecina nadmorsk± promenadê spacerow±, wybudowano most zwodzony, który pozwala wiêkszym jednostkom na zawijanie w g³±b osiedla apartamentowców. Skoro wspomnia³em o marinie jachtowej w Yasmine, warto dodaæ, ¿e jest to bardzo okaza³y port jachtowy, który umo¿liwia cumowanie nawet du¿ym jednostkom. Wype³niaj± go pe³nomorskie jachty pod banderami pañstw z ca³ego ¶wiata od Ameryki, poprzez Europê, po Australiê i Now± Zelandiê. W basenach portowych mieni siê krystalicznie czysta woda, w której mo¿na podziwiaæ ³awice ryb. Mia³em szczê¶cie spotkaæ w marinie Yasmine wspania³y, luksusowy jacht motorowy Delphine. ![]() ![]() To s³ynna per³a Morza ¦ródziemnego, od blisko stu lat dostarczaj±ca rozrywki mo¿nym tego ¶wiata. Ostatnio, podobno, rodzinie Rotschildów. Wzd³u¿ nabrze¿a mariny rozci±ga siê park z trawnikami ocienionymi gajem palmowym. S± tam pawilony mieszcz±ce restauracje, kawiarnie, fastfoody i podobne przybytki. Mo¿na wybraæ siê na pe³nomorsk± przeja¿d¿kê statkiem pirackim lub motorówk± na wyprawê wêdkarsk±. S± te¿ turystyczne mini ³odzie podwodne. ![]() ![]() Kilkaset metrów od mariny znajduje siê medina, czyli starówka. Ale poniewa¿ ca³e miasto jest nowym projektem, równie¿ medina jest nowa. Zosta³a ona wybudowana wspó³cze¶nie z zachowaniem stylistyki tradycyjnych obiektów tego rodzaju w Tunezji. Przy g³ównym wej¶ciu, od strony alei przecinaj±cej strefê turystyczn±, go¶ci wita stado s³oni. Bardzo realistyczne, naturalnej wielko¶ci, z gipsu lub podobnego materia³u. Takie nawi±zanie do Hannibala i czasów, gdy Sahara by³a zielon± sawann±, po której ugania³y siê dzikie zwierzêta. Ciekawy akcent, chocia¿ niepopularny, bowiem Kartagiñczycy nie byli Arabami i s± raczej wymazywani z pamiêci. ![]() ![]() Nowa starówka mie¶ci tradycyjny suk, czyli pami±tki, szwarc, myd³o i powid³o. Do tego nieco gastronomii, ma³y park. Pomys³ ciekawy, jednak jeszcze brak mu klimatu charakterystycznego dla tradycyjnych targowisk orientalnych. Na pewno z czasem siê to zmieni. ![]() ![]() Oprócz kilkudziesiêciu kompleksów hotelowych, nowej – starej mediny i wspania³ej mariny jachtowej, w Yasmine jest mnóstwo sklepów pami±tkarskich, odzie¿owych i innych, kilka supermarketów ogólnospo¿ywczych, sporo lokali gastronomicznych, a nawet sztuczne lodowisko. ![]() ![]() Mo¿na zafundowaæ sobie przeja¿d¿kê doro¿k± lub na wielb³±dzie, albo po prostu pój¶æ na spacer nadmorsk± promenad±. Stworzono wszelkie warunki, aby przyjezdni mogli wydaæ swoje pieni±dze. W tym idyllicznym obrazku tkwi jednak pewien minus, którego lepiej byæ ¶wiadomym zanim zdecydujemy siê kupiæ wyjazd do Yasmine. Problem polega na tym, ¿e co najmniej jedna trzecia hoteli w tym mie¶cie nie posiada bezpo¶redniego dostêpu do pla¿y. Centraln± czê¶æ Yasmine przecina nadmorski bulwar. Po jednej stronie tej okaza³ej arterii jest po³o¿ona piêkna, szeroka, piaszczysta pla¿a, po przeciwnej s± hotele, sklepy i restauracje. Decyduj±c siê na który¶ z hoteli po³o¿onych w tej czê¶ci Yasmine, trzeba zdawaæ sobie sprawê, ¿e na pla¿ê trzeba bêdzie przej¶æ przynajmniej na drug± stronê ulicy, a w kilku przypadkach doj¶æ sto lub dwie¶cie metrów. Pozosta³e wioski turystyczne, które s± po³o¿one poza odcinkiem, gdzie g³ówna arteria biegnie nad samym brzegiem morza, przylegaj± bezpo¶rednio do pla¿y. Wystarczy zapytaæ w biurze podró¿y i wszystko bêdzie jasne. H a m m a m e t Wracamy do Paradis Palace. Decyduj±c siê na spacer w przeciwnym kierunku, czyli do Hammametu, trzeba zarezerwowaæ zdecydowanie wiêcej czasu ni¿ na pieszy wypad do Yasmine. Id±c pla¿± bez po¶piechu dotrzemy na miejsce po ok. godzinie. Po drodze mijamy niezliczone hotele i t³umy turystów. Brzegiem morza dochodzi siê do serca Hamametu, czyli do starego miasta. Jest ono prawdziwe, otoczone murem warownym, wewn±trz suk z pami±tkami i kilka restauracji. ![]() ![]() Na zewn±trz starych murów najpierw trafiamy na lokalny cmentarz i okalaj±cy go park. Obok jest kilka hotelików, kolejne restauracje, trochê sklepów. W sumie to niewielka miejscowo¶æ. Centrum mo¿na poznaæ w pó³ godziny. ![]() ![]() Ciekawostk±, któr± mija³o siê podczas spaceru pla¿± z hotelu do Hammametu w 2009 roku, by³a rezydencja córki prezydenta Ben Alego i jej mê¿a. Wyró¿nia³a siê wy¿szym i bielszym murem ni¿ ¶±siednie wille oraz dyskretn± ochron± sprawowan± przez cywila czytaj±cego gazetê w blaszanej budce. Obecnie, po rewolucji 2011 roku, lokator rezydencji na pewno siê zmieni³. W a r u n k i m i e s z k a n i o w e Pokoje w Paradis Palace sprawiaj± mi³e wra¿enie. S± jasne i przestronne. Wyposa¿enie standardowe, ³±cznie z lodówk± i sejfem bez dop³aty. Oczywi¶cie jest TV sat, telefon, balkon oraz obowi±zkowo klimatyzacja. ![]() Jest czysto i nie ma robactwa. Mam na my¶li karaluchy czy inne pluskwy. £azienka zadbana. Jest dwumetrowa wanna, któr± mo¿na wykorzystywaæ równie¿ jak kabinê dziêki szklanej nadstawce. Jest suszarka. Pokojówka w miarê potrzeb uzupe³nia myde³ka, szampony i p³yny k±pielowe. Przez ca³y okres pobytu woda w kranie mia³a temperaturê co najwy¿ej ciep³aw± (oceniam, ¿e ok. 40 stopni). Nie by³o mo¿liwo¶ci wzi±æ gor±cego prysznica lub za¿yæ k±pieli. Dla mnie, by³ to najwiêkszy minus hotelu Paradis Palace. Drug± uci±¿liwo¶æ stanowi± stare drzwi wej¶ciowe do pokoju. S± one zrobione ze sklejki, do¶æ tandetne i tak niedopasowane, ¿e pod nimi jest szpara na tyle du¿a, ¿e po zgaszeniu ¶wiat³a w pokoju nadal jest stosunkowo jasno z powodu po¶wiaty docieraj±cej z hotelowego korytarza przez szczelinê pod drzwiami. W y p o c z y n e k Atrakcje hotelowe s± typowe. Pla¿a, kort, basen otwarty, basen kryty, niez³a si³ownia, sklepiki, ma³e centrum spa, placyk zabaw dla dzieci. Wieczorami w hotelowej kawiarni standardowe animacje – taniec brzucha, magik z butelkami i dzbankami na g³owie, dyskoteka dla m³odzie¿y, konkursy karaoke itp. Bez rewelacji. W hallu g³ównym jest dostêp do bezprzewodowego internetu. Mo¿na korzystaæ z opcjonalnych wycieczek. Do Tunisu, a zarazem do Kartaginy i malowniczego Sidi Bou Said jest stosunkowo niedaleko – ok. 60 kilometrów. Podobna odleg³o¶æ dzieli Paradis Palace od innej, du¿ej aglomeracji – Sousse, Port el Kantaoui oraz Monastyru. Trochê dalej jest do nadmorskiej Mahdii. Podobny dystans trzeba pokonaæ, by znale¼æ siê w El Jem, gdzie jest wspaniale zachowany rzymski cyrk. Tam krêcono Quoi Vadis Hofmana. Nieopodal le¿y miasto Kairouan. Jest to czwarte, naj¶wiêtsze miejsce muzu³manów oraz tunezyjskie centrum rêkodzielników wytwarzaj±cych dywany. Jest tam nawet, chyba jedyny na ¶wiecie, pomnik dywanu. W¶ród go¶ci Paradis Palace najliczniejsz± grupê stanowili W³osi, potem Niemcy, Francuzi i Belgowie, trochê naszych rodaków, którzy w znakomitej wiêkszo¶ci przyjechali z biurem ITAKA. Jako go¶æ biura TUI chcia³bym pochwaliæ mojego touroperatora, w tym jego reprezentantów na miejscu, za sprawno¶æ, profesjonalizm i troskê o klienta. To siê pamiêta i docenia. Aby hotel Paradis Palace uznaæ za 4* nale¿a³oby wymieniæ drzwi do pokojów na solidne, najlepiej z zamkami na kartê magnetyczn± oraz zapewniæ ciep³±, czyli o temperaturze powy¿ej 40 stopni, wodê w kranach. P o d s u m o w a n i e Paradis Palace stanowi dobry wybór na spêdzenie spokojnych wczasów zarówno dla osób w wieku dojrza³ym przez okr±g³y rok lub dla ca³ej rodziny latem. Równie ciekaw± opcj± mo¿e byæ przyjazd z ma³ymi dzieæmi w okresie poza szczytem sezonu, czyli w maju – czerwcu lub wrze¶niu – pa¼dzierniku. Ci którzy chcieliby skorzystaæ z okazji i trochê pozwiedzaæ Tunezjê, powinni zdecydowaæ siê na pobyt dwutygodniowy. Krótszy turnus mo¿na przeznaczyæ na szybkie, stacjonarne „pod³adowanie akumulatorów” w pó³nocnoafrykañskim ciepe³ku. Gwarantowane zakwaterowanie w przyzwoitych warunkach oraz bardzo dobre jedzenie. Reszta zale¿y od naszej w³asnej inwencji, zasobno¶ci portfela, zainteresowañ i temperamentu. Masz pytanie? Chcesz podzieliæ siê opini±? Napisz do autora: tobi@2com.pl ![]() Przeczytaj inne wspomnienia tego autora: Wra¿enia z pierwszej podró¿y senior travel do Marabouta: http://www.karawana.fora.pl/tunezja,4/senior-travel-hotel-marabout-sousse,814.html Tu poznasz wra¿enia z drugiego pobytu senior travel w hotelu Marabout: http://www.karawana.fora.pl/tunezja,4/tajemnica-marabuta-powrot-po-roku,856.html#37900 Senior Travel tym razem do hotelu Prima Life w Skanes http://www.karawana.fora.pl/tunezja,4/senior-travel-hotel-prima-life-skanes,860.html S³awek dnia Sob 14:14, 31 Mar 2012, w ca³o¶ci zmieniany 6 razy Pomimo braku zdjêæ opis jest tak dok³adny ¿e wszystko mo¿na sobie wyobraziæ. Bardzo ciekawa relacja z hotelu i okolic. Jestem pod wra¿eniem i chêtnie poczyta³bym wiêcej takich opowiesci. dziêki za mi³e s³owo, drugie moje opracowanie jest dwa wiersze ni¿ej w tej samej grupie nt marabuta w sousse, tutaj deser - http://pl.tripadvisor.com/Restaurant_Review-g295401-d2216433-Reviews-El_Soffra-Sousse.html a propos zdjêæ to na karawanie jest do¶æ nietypowa procedura ich wstawiania, mo¿e kiedy¶ to zrobiê dziêki jeszcze raz mi³ego wieczoru Duch ma racjê. Opisy niezwykle dok³adne i plastyczne, jakby siê tam by³o ![]() ![]() ![]() Gratulujê i do zobaczenia w Mahdii. J@anna Zdjêcia wkleja siê jak na wiêkszo¶ci forów ale ju¿ ¶migam obejrzeæ je w tripadvisor. ![]() Z przyjemno¶ci± poczyta³am o tym hotelu. To prawda, ¿e w Hammamet Yasmine wiêkszo¶æ hoteli nie na przylegaj±cej do nich pla¿y. Ostatnio bêd±c w hotelu Sandra (ko³o s³oni) te¿ musia³am maszerowaæ na promenadê. Nie wiem dlaczego ale mimo opcji all inclusive na plazy p³aci³am za napoje. Jeszcze siê z tym nie spotka³am. Generalnie opis Hammametu pokrywa siê z tym co ja zobaczy³am, bo by³am w starej jego czê¶ci ale tez i w nowej. Tyle, ¿e ja wylatywa³am z nowego lotniska i dojad do Hammametu zaj±³ nam du¿o mniej czasu. Chêtnie jednak zobaczy³abym zdjêcia z tej wyprawy. Jestem ciekawa co rozpoznam a co wyda mi siê nieznane. hejka, S³awku wiele miejsc ze zdjêæ które mi podes³a³e¶ na prywatn± skrzynkê uruchomi³y w mojej g³ówce mnóstwo wspomnieñ. Przyznajê, ¿e chêtnie obejrzê te¿ inne. Mo¿e z wycieczek np. Kartagina, Tunis, Sahara i tp. Wprawdzie na Saharze by³am, ba nawet nocowa³am w namiocie przez 2 noce (grudzieñ 2007 ale by³o ok), Kartaginê obejrza³am w maju 2011. Ale nie by³am w Muzeum Bardo. Polecam siê jako mi³o¶niczka Tunezji. Dobrze wspominam Hammamet. Fajna miejscowo¶æ, du¿o mo¿liwo¶ci, ciep³o jak to w Tunezji, etc. polecam.  |
||||
![]() |
|||||
Wszelkie Prawa Zastrzeżone! Pyza na polskich dró¿kach Design by SZABLONY.maniak.pl. |
![]() |
||||
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |