Pyza na polskich dróżkach
Drugi Hotel Marigold / The Second Best Exotic Marigold Hot
28 pokoi hotelowych / 28 Hotel Rooms
HOTEL DLA MA£YCH ZWIERZ¡T - WARSZAWA / Józefów
Polecam hotel, doskona³e miejsce do wypoczynku.
Odradzam Hotel Adam & Spa
Hotel Paradis Palace - Hammamet
17 stycznia Hotel Alabaster
10.01 Hotel Zimowit
21 listopada Hotel Rzeszów
hotel Sandra w Hammamecie

Pyza na polskich dróżkach

Witam wszystkich,

tak mi w ¿yciu by³o dane, ¿e Tunezjê odwiedzi³em kilkadziesi±t razy. Wcze¶niej je¼dzi³em tam indywidualnie, przewa¿nie samochodem. Ostatni raz w ten sposób podró¿owa³em w 2008 roku. Potem ju¿ tylko w formie zorganizowanej z biurami podró¿y. Poniewa¿ sam chêtnie korzystam z opinii innych osób, chcia³bym równie¿ podzieliæ siê w³asnymi wra¿eniami z tego kraju. Jako pierwsz± postanowi³em opisaæ niedawn± podró¿ do Sousse w ramach programu "Tunezyjskie s³oñce dla seniora".

S³oñce dla seniora

Drugi rok z rzêdu, w okresie ¶wi±teczno – noworocznym, jadê do Tunezji. Tym razem celem podró¿y jest miasto Sousse, gdzie w hotelu Marabut spêdzê trzy tygodnie w ramach programu „Tunezyjskie s³oñce dla seniora”. Skorzysta³em z oferty agencji Exim Tours, która jako jedno z kilku biur podró¿y sprzedawa³a wycieczki dla seniorów.

Idea projektu polega³a na tym, by w sezonie mniejszego zainteresowania wyjazdami ze strony masowego turysty, daæ mo¿liwo¶æ mi³ego spêdzenia czasu za rozs±dne pieni±dze tym, którzy wolnym czasem dysponuj±. A s± to miêdzy innymi ludzie, którzy wkroczyli ju¿ w jesieñ ¿ycia, w tym emeryci. Z drugiej strony chodzi³o o zapewnienie o¶rodkom wypoczynkowym dop³ywu klientów w okresie, gdy hotele maj± zwykle wiele wolnych miejsc.

Prawie wszystkie oferty dotyczy³y wyjazdów do Tunezji i Hiszpanii, zaledwie kilka obejmowa³o pobyty na Cyprze. Najatrakcyjniejsze propozycje zaprezentowa³a Tunezja. Podstawowym kryterium by³o ukoñczenie 50. roku ¿ycia przez jednego z uczestników wyjazdu. Pozosta³e osoby zakwaterowane w tym samym pokoju mog³y byæ m³odsze. Mo¿na sobie zatem wyobraziæ wyjazd dziadka z wnukami lub dowoln± inn± konfiguracjê. Jednak kluczowym argumentem w ofercie tunezyjskiej by³o zapewnienie mo¿liwo¶ci wykupienia wyjazdu na czas od jednego do sze¶ciu tygodni. Zaproponowano hoteli o standardzie trzy i cztero gwiazdkowym z wyborem wy¿ywienia wed³ug opcji half board (¶niadanie + kolacja) lub all inclusive. Tak wiêc mo¿liwo¶æ wyboru by³a naprawdê du¿a, nawet pomimo faktu, i¿ wszystkie hotele w ofercie „senior travel” znajdowa³y siê wy³±cznie w rejonie miasta Sousse – albo bezpo¶rednio w nim, albo w miejscowo¶ci Skanes, która jest po³o¿ona kilkana¶cie kilometrów od Sousse i de facto mo¿e byæ traktowana jako odleg³e przedmie¶cie.

Oferta hiszpañska by³a znacznie skromniejsza. Obejmowa³a wprawdzie hotele po³o¿one w kilku regionach kraju, ale pozostawia³a uczestnikom niewielkie pole wyboru. Kryterium wieku by³o bardziej restrykcyjne – ukoñczone 55 lat. Drugi minus to wyjazdy wy³±cznie tygodniowe bez mo¿liwo¶ci ³±czenia w d³u¿sze pobyty. Je¿eli kto¶ chcia³by tak zrobiæ, musia³by wykupiæ kilka wycieczek tygodniowych. Mo¿na by³o odnie¶æ wra¿enie, ¿e Hiszpanie oprócz zrobienia dobrze hotelarzom, chcieli zapewniæ maksimum pasa¿erów swoim liniom lotniczym. Istotnym czynnikiem przy podejmowaniu decyzji by³ fakt, i¿ oferty hiszpañskie by³y o 30 – 40% dro¿sze od tunezyjskich.

Id±c do Exim Tours aby wykupiæ wycieczkê by³em zdecydowany na turnus dwutygodniowy. Podczas za³atwiania formalno¶ci, mi³a pani powiedzia³a mi, ¿e trzy tygodnie w ramach programu dla seniorów, kosztuj± raptem sto z³otych wiêcej ni¿ dwa i o ile mam czas, to jej zdaniem, warto skorzystaæ z takiej okazji. Nie da³em siê d³ugo namawiaæ i zdecydowa³em siê od razu. W ten sposób wykupi³em 21 dni pobytu z dwoma posi³kami za 2150 z³otych.

Wyjazd

By³em z siebie bardzo dumny, ¿e zrobi³em ¶wietny interes, a¿ do momentu, gdy w dniu wyjazdu znalaz³em siê na lotnisku w Warszawie. Exim Tours ma tam swój kiosk, w którym odbiera³em dokumenty podró¿ne – bilet na samolot i voucher do hotelu oraz kilka ulotek informacyjnych. Tam zobaczy³em wywieszon± ofertê czterotygodniowego pobytu w tym samym hotelu, dok³adnie w cenie mojego trzytygodniowego wyjazdu. Z pokor± odebra³em lekcjê ekonomii turystycznej. Nastêpny wyjazd bêdê kupowaæ na lotnisku, nawet je¿eli bêdê musia³ w tym celu udaæ siê na lotnisko ze spakowan± walizk± na dwie godziny przed odlotem bez ¿adnej gwarancji, ¿e bêd± jeszcze wolne miejsca. Co¶ za co¶.

Jestem zatem ju¿ na lotnisku, gdzie trzema autobusami dotar³em z mojej wsi w czasie poni¿ej dwóch godzin. Biuro podró¿y przygotowa³o dla ka¿dego uczestnika imprezy eleganckie etui wielko¶ci ok³adki na bilet lotniczy. Wewn±trz znalaz³y siê w³a¶nie bilety na samolot na trasie Warszawa – Monastyr – Warszawa, voucher do hotelu, polisa ubezpieczenia turystycznego obejmuj±cego koszty leczenia, utraty baga¿u i nastêpstw nieszczê¶liwych wypadków.

Z ubieg³orocznej lekcji ze znikaniem baga¿u na Okêciu wyci±gn±³em wnioski. Dlatego teraz, kupuj±c wycieczkê przeczyta³em tzw. ogólne warunki ubezpieczenia baga¿u. Exim korzysta z us³ug jakiego¶ ubezpieczyciela z Monachium. To niemieckie biuro nie rozpieszcza swoich klientów. W przypadku zaginiêcia baga¿u zwraca poszkodowanemu równowarto¶æ 150 euro dodatkowo pomniejszon± jeszcze o „udzia³ w³asny” w wysoko¶ci 150 PLN. Ostatecznie wyp³acane jest oko³o 500 z³otych, co odpowiada, mniej wiêcej, warto¶ci samej walizki, bez jej zawarto¶ci.

Je¿eli natomiast baga¿ zostanie zagubiony na kilka dni, podczas których jest siê pozbawionym ubrañ na zmianê, bielizny, kosmetyków, lekarstw, ksi±¿ek, laptopa, aparatu, kamery i w ogóle wszystkiego, co komu na wakacjach niezbêdne, wówczas Monachijczycy nie proponuj± nic. Uznaj±, ¿e cz³owiek powinien cieszyæ siê, ¿e baga¿ w ogóle siê odnalaz³, a to, ¿e kto¶ móg³ mieæ zmarnowane wakacje, to jego strata. Trzeba byæ ¶wiadomym, ¿e zabezpieczenie interesów klienta przez ubezpieczyciela, wybranego przez Exim Tours, jest iluzoryczne. Zapewne za to niewiele kosztuje. Operator spe³ni³ wymóg formalny na³o¿ony na niego przez prawo. I na tym koniec. Traktowanie turystów w ten sposób przez naszego operatora ¶wiadczy o jego krótkowzroczno¶ci i braku d±¿enia do zwi±zania zadowolonego klienta na d³u¿szy czas.

U¶wiadomiwszy sobie, ¿e mój baga¿ jest ¼le chroniony, szybko wyszuka³em ubezpieczyciela, który powa¿nie traktuje swoich us³ugobiorców. Najlepsz± ofertêma Allianz Direct, gdzie wykupi³em dodatkowe ubezpieczenie do kwoty 500 euro w przypadku zaginiêcia baga¿u lub równowarto¶ci 120 euro za zagubienie czasowe. Us³uga kosztuje 69 z³otych za trzytygodniow± opiekê i jest dostêpna przez Internet od rêki.

Jestem wiêc na lotnisku, mam ju¿ komplet dokumentów, ustawiam siê do odprawy baga¿owej. Udaj±cych siê do Monastyru obs³uguj± trzy stanowiska.
Do ka¿dego z nich oczekuje ponad dwudziestu podró¿nych. Wioz± nas tunezyjskie linie lotnicze Nouvelair. Baga¿e odprawiaj± szybko i sprawnie. Przed oddaniem walizki robiê jej zdjêcie, aby u³atwiæ formalno¶ci, gdyby okaza³o siê, ¿e znowu trafi³a nie tam, gdzie powinna by³a. Upewniam siê, ¿e naklejka zostaje zamocowana do uchwytu i uspokojony kierujê siê do kontroli bezpieczeñstwa.
Z daleka widaæ, ¿e jest ona prowadzona wed³ug znacznie lu¼niejszych procedur ni¿ przed rokiem.

Do prze¶wietlenia trafia tylko plecak i kurtka. Nie muszê zdejmowaæ butów, paska od spodni, ani nawet opró¿niaæ kieszeni. Bezpieczniaków mijam bez dodatkowych pytañ i wchodzê na ziemiê niczyj±, czyli do strefy wolnoc³owej. Sklepy szeroko otwarte, ruch umiarkowany, t³oku nigdzie nie ma. Jest spokojnie, brak po¶piechu, panuje wyczuwalne rozlu¼nienie.

Kontrolê paszportow± pokonujê z marszu, nie ma ¿adnej kolejki ani ekstra formalno¶ci. Pani wopistka co¶ mamrocze i gdy proszê j± o powtórzenie, okazuje siê, ¿e w³a¶nie pozwoli³a mi przekroczyæ granicê pañstwow±. Twarda sztuka. Nie okaza³a ani cienia s³abo¶ci. ¯adnego u¶miechu, dzieñ dobry, czy do widzenia. Pies z ni± tañcowa³.

Przy bramce, której numer mia³em wpisany w boardingu, zbieraj± siê pasa¿erowie lotu udaj±cego siê gdzie¶ do Anglii. Sprawdzam na monitorze, gdzie mi wyznaczono nowe miejsce zbiórki i idê tam od razu. Maszyna w barwach Nouvelairu czeka ju¿ przy rêkawie, ale podró¿ni nadal siedz± w poczekalni.


Przygl±daj±c siê mojemu samolotowi zdajê sobie sprawê, ¿e nad lotniskiem zalega i¶cie „smoleñska” mg³a. Dos³ownie. Widoczno¶æ siêga ogona samolotu, dalej bia³a ¶ciana. Pojawia siê obawa, czy w tym dniu zobaczê tunezyjskie s³oñce dla seniorów. Niepotrzebnie. Ju¿ po chwili pierwsi podró¿ni s± zapraszani do wej¶cia do rêkawa prowadz±cego do naszego Airbusa.

Podró¿

Miejsca zajmujemy sprawnie, bez zdarzaj±cej siê czasami niecierpliwo¶ci, przepychanek i walki o przestrzeñ w schowkach na baga¿ podrêczny. Na moment przed przekroczeniem progu samolotu us³ysza³em z g³o¶ników ostatnie wezwanie skierowane do pasa¿erów udaj±cych siê na D¿erbê, by zg³aszali siê do swojej bramki. Wygl±da³o to na tunezyjski poranek na Okêciu. W jednym czasie odlatywa³y samoloty do Monastyru i na D¿erbê.

W samolocie komplet pasa¿erów. Uda³o mi siê wypatrzeæ tylko jedno wolne miejsce. Lec± wycieczki z ró¿nych biur podró¿y oraz oddzielnie kilku Tunezyjczyków. Oceniaj±c wed³ug metryk dominuje opcja „Senior Travel”. Jest te¿ kilka m³odych rodzin, równie¿ z dzieæmi w wózkach, jest para w podró¿y po¶lubnej oraz wieloosobowa rodzina trzypokoleniowa od wnuków do dziadków. Z rozmów jakie prowadzili, o pó³ tonu g³o¶niej ni¿ mówi siê normalnie, mo¿na siê by³o zorientowaæ, ¿e wyruszyli w podró¿ bezpo¶rednio z kilkudniowego przyjêcia weselnego. Oprócz nastoletnich wnucz±t, wszyscy byli na niez³ym dopingu. Na miejscu w Tunezji mieszkali oni w innym hotelu ni¿ ja, ale dwa lub trzy razy spotka³em ich potem na mie¶cie w Sousse. Trzeba przyznaæ, ¿e poziom krwi w alkoholu utrzymywali na sta³ym poziomie.

Linie Nouvelair pozostawi³y bardzo dobre wra¿enie. Kabina schludna i wysprz±tana, i o dziwo serwuj± posi³ek podczas lotu. To dzi¶ nie nale¿y ju¿ do standardu podniebnych podró¿y, zw³aszcza dla uczestników niskobud¿etowych wycieczek.

Chocia¿ nie tylko. Na Okêciu przyku³ moj± uwagê komunikat nastêpuj±cej tre¶ci: „Pasa¿erowie LOT udaj±cy siê do Pary¿a proszeni s± o zg³aszanie siê do bufetu po odbiór kanapek”. Francja – elegancja. Mam nadziejê, ¿e przygotowano im przynajmniej sandwicze z bu³ki paryskiej. Uwa¿am, ¿e bardziej eleganckie by³oby dyskretne uprzedzenie pasa¿erów jad±cych do Francji, na przyk³ad przy zakupie biletów naszego narodowego przewo¼nika, aby kanapki na drogê zabrali z domu.

Poniewa¿ mój lot odbywa³ siê w godzinach po³udniowych, zaserwowano nam lunch. Podano ³ososia w sosie koperkowym z makaronem, do tego bu³ka, ciastko, herbata, kawa i woda lub inna lemoniada. Nie by³o alkoholu. Je¿eli kto¶ chcia³, to móg³ go sobie kupiæ w pok³adowym duty free.

Miejsca obok mnie zajmuje para emerytów z £odzi, którzy lec± na trzy tygodnie w ramach programu „Tunezyjskie s³oñce dla seniora”. Bêd± mieszkaæ w s±siednim hotelu. Nie jest to ich pierwsza podró¿. Byli ju¿ miêdzy innymi z seniorami w Hiszpanii i tak ich to wci±gnê³o, ¿e jak mi powiedzieli, zwiedzanie ¶wiata sta³o siê tre¶ci± ich ¿ycia. Zgodnie twierdzili, ¿e tylko to ich trzyma w dobrej formie. Nawet mimo tego, i¿ nie znaj± jêzyków i za granic± czuj± siê do¶æ niepewnie. Skar¿yli siê, ¿e w naszym samolocie komunikaty s± tylko po arabsku i po angielsku.

Czê¶æ informacji przekazywanych podczas lotu przez za³ogê samolotu stanowi³y ostrze¿enia, ¿e na pok³adzie nie wolno paliæ, tak¿e w toaletach. Wszystko wskazywa³o na to, i¿ s³owa te by³y kierowane do naszej wielopokoleniowej rodziny, która przez ca³y czas za¿ywa³a ¶rodki dopinguj±ce i od czasu do czasu, kto¶ z nich popala³ w toalecie. Mimo coraz gro¼niej brzmi±cych ostrze¿eñ, nie mia³o to dla nich ¿adnych powa¿niejszych konsekwencji po przylocie na miejsce.

Na tunezyjskiej ziemi

W Monastyrze l±dujemy z kilkunastominutowym opó¼nieniem. Odprawa paszportowa przebiega sprawnie i jedyna zw³oka bywa spowodowana dziwnymi wpisami rodaków w kartach przekroczenia granicy. Przede mn± w kolejce oczekuje taka w³a¶nie parka. ¦l±ski akcent zdradza ich z daleka. Przez ramiê widzê, ¿e po³owê rubryk maj± niewype³nion±. Ca³y czas miotaj± siê i k³óc± miêdzy sob±, bo nie wiedz±, gdzie, co wpisaæ. Z ulg± przyjmuj± moj± ofertê pomocy. T³umaczê im, jakie dane nale¿y umie¶ciæ w poszczególnych rubrykach. Sprawa by³aby banalna, gdyby nie to, ¿e czê¶æ informacji ju¿ wpisali, ale w sposób zupe³nie przypadkowy. Przyk³adowo, tam, gdzie mia³o byæ imiê i nazwisko, wpisali nazwê hotelu, do którego siê udaj±, a zamiast daty urodzenia wstawili numer paszportu. Z³orzecz± przy tym na kogo¶ w samolocie, kto pomaga³ im wype³niæ druczki. ¦l±zacy wpadaj± w pop³och, kiedy przychodzi ich kolej. Facet daje ¿onie dwa paszporty, a sam zostaje w kolejce i udaje, ¿e on jest osobno. Ca³y czas g³o¶no wymy¶la i przeklina ¿onê, ¿e mia³a w samolocie trzy godziny na wype³nienie ¶wistków, a wziê³a siê za to dopiero na lotnisku. Najwiêcej zdrowego rozs±dku i spokoju zachowuje w ca³ej sytuacji tunezyjski wopista; po prostu stempluje paszporty i ¿yczy mi³ego pobytu. Utkwi³ mi w pamiêci zawód wpisany przez ¦l±zaka. Jak byk sta³o tam – marynarz. Szuwarowo – bagienny.

Znudzony ekspert od prze¶wietlania baga¿y bez s³owa wszystkich przepuszcza. Zastanawiam siê, jakie jest jego zadanie i czego on wypatruje, bo wszyscy przylatuj±cy byli przecie¿ kontrolowani przed odlotem, sk±dkolwiek przybyli. Czy¿by obawiali siê, ¿e kto¶ móg³ zaopatrzyæ siê w niebezpieczne przedmioty w sklepie wolnoc³owym lub na pok³adzie samolotu?

Przy ta¶mie z baga¿ami mi³a niespodzianka. Moja walizka przylecia³a tym samym samolotem. W hallu lotniska rezydent Eximu, o imieniu Isiam, odhacza nasze przybycie na li¶cie obecno¶ci i kieruje na parking, do autobusu. Wsiadam jako jeden z ostatnich. Pomimo, ¿e jest sporo wolnych miejsc, nie mogê usi±¶æ. Pojazd sprawia wra¿enie, jakby by³ zaprojektowany do przewozu uczniów szko³y podstawowej. Nogi nie mieszcz± mi siê za oparciem fotela przede mn±. W koñcu wciskam siê po skosie zajmuj±c dwa s±siednie siedzenia.

Ruszamy, a Isiam przekazuje w tym czasie podstawowe informacje dla nowych go¶ci: waluta, pogoda, ogólny program pobytu, co robiæ, a czego unikaæ. Poniewa¿ pierwszy z hoteli, w którym mieszka czê¶æ naszej grupy – PRIMA LIFE SKANES – jest oddalony zaledwie kilometr lub dwa od lotniska, a Isiam jest dopiero w po³owie swej kwestii, kierowca mija go i przeje¿d¿a dalej, nastêpnie na najbli¿szym rondzie zawraca i dopiero podje¿d¿a pod hotel, kiedy nasz opiekun skoñczy³ zapoznawaæ nas z tunezyjsk± rzeczywisto¶ci±. Czyni to niez³± polszczyzn±, któr± wyniós³ z siedmioletniego pobytu w naszym kraju.

Oceniaj±c rezydenta Eximu w Sousse z perspektywy ca³ego pobytu i wszystkich kontaktów z nim, trzeba przyznaæ, ¿e facet odwala kawa³ dobrej roboty marketingowej promuj±c swój kraj. Co i rusz wtr±ca informacje, a to o tunezyjskim systemie edukacyjnym, o¶wiacie, ochronie zdrowia, systemie emerytalnym, przemy¶le, itd. Niewa¿ne, czy to jego w³asna inicjatywa, czy kto¶ mu te teksty narzuci³. Z punktu widzenia tunezyjskiego interesu pañstwowego by³o to postêpowanie racjonalne, celowe i pozytywne. Czasami jednak Islamowi przytrafia³y siê lapsusy, z których pierwszy mia³ miejsce w drodze z lotniska, w chwilê po ruszeniu spod hotelu Prima Life. Mijali¶my w³a¶nie okaza³± elektrowniê po³o¿on± nad samym morzem, miêdzy miejscowo¶ciami Skanes i Sousse. Isiam odezwa³ siê mniej wiêcej w ten sposób: „Oto elektrownia wodna. Jest to nasza najnowocze¶niejsza elektrownia na wodê”.

Po chwili wje¿d¿amy do Sousse. Mijamy port, przeje¿d¿amy przez centrum miasta i w kilkana¶cie minut docieramy do kolejnego hotelu – RIADH PALMS – gdzie z autobusu wysiada kolejna grupa nowoprzyby³ych. Po chwili jeste¶my ju¿ w MARABOUCIE, do którego trafi³a przynajmniej po³owa pasa¿erów autokaru, czyli kilkana¶cie osób. Z lotniska do hotelu dojechali¶my w pó³ godziny.

Wej¶cie do hotelu

W recepcji dali nam do wype³nienia karty meldunkowe, zabrali vouchery Eximu i wrêczyli klucze. Podczas za³atwiania formalno¶ci kelner przyniós³ tacê z powitalnym drinkiem, którym okaza³ siê sok morelowy. Obs³uga szybka i profesjonalna.

Biorê mój baga¿ i ruszam do pokoju, ale nie wiem, w któr± stronê i¶æ. Pytam recepcjonisty, który kiwniêciem rêki wskazuje mi azymut. Trochê wydaje mi siê dziwne, ¿e nikt z obs³ugi nie fatyguje siê, by zaprowadziæ nowego go¶cia do pokoju. W innych hotelach tunezyjskich, nawet tam, gdzie ju¿ mnie znali i od wej¶cia rozpoznawali po nazwisku, po przybyciu zawsze kto¶ prowadzi³ mnie do mojego numeru. Taki standard. A tu nic!
Do pokoju trafiam natychmiast, bo prowadz± do niego pierwsze drzwi we wskazanym mi korytarzu. Piêtna¶cie sekund wystarcza, by zorientowaæ siê, dlaczego nikt z obs³ugi nie poszed³ ze mn±. Oni z góry wiedzieli, jaka bêdzie reakcja, ¿e skoñczy siê awantur±.

Otó¿ wykupi³em pokój „z widokiem na basen” (ang. pool view). Za ten widok pobrano ode mnie dodatkow± op³atê i w dokumentach, które przekaza³em w recepcji, znajdowa³ siê odpowiedni zapis o tym fakcie w wy¿ej przytoczonym brzmieniu.

Ods³oniwszy story natychmiast stwierdzi³em brak basenu za oknem. By³ tam za to taras hotelowy, schody wiod±ce do pla¿y i mini centrum handlowe z kafejk± oraz kilkoma sklepikami.

Obiecany basen, owszem, znajdowa³ siê po tej samej stronie budynku, co moje okno, ale by³ ca³kowicie niewidoczny dla kogo¶ patrz±cego z pokoju. Aby zobaczyæ basen, nale¿a³o wyj¶æ na balkon i prawie do pasa wychyliæ siê za barierkê, w lew± stronê, w kierunku pó³nocnym. Mo¿na by³o ujrzeæ wówczas hotelowy aquapark, a za nim pla¿ê i nawet Morze ¦ródziemne.
W tych okoliczno¶ciach drugorzêdne znaczenie mia³ fakt, ¿e mój balkon by³ oddalony od krawêdzi tarasu o mniej ni¿ metr i przeskoczenie w jedn± lub drug± stronê by³o dziecinnie proste. Je¿eli do tego dodamy niedomykaj±ce siê drzwi balkonowe, to nie trzeba ani s³owa wiêcej, by zdaæ sobie sprawê, ¿e trzy tygodnie w tych warunkach oznacza³yby permanentny stres wywo³any obawami o to, czy z mojego pokoju wyniesiono ju¿ wszystko, czy te¿ co¶ mi jeszcze pozostawiono. Dalsze dzia³anie by³o automatyczne. Taszczê baga¿ z powrotem do recepcji, mówiê, ¿e to nie jest taki pokój, jaki wykupi³em, bo nie widaæ basenu.

Pierwsza reakcja recepcjonisty ca³kowicie negatywna. Pokój jest w³a¶ciwy, bo jest od strony basenu. T³umaczê mu, ¿e nie, bo mia³ byæ „pool view” (tak napisano w voucherze), a nie „pool side”, jak argumentowa³ mój rozmówca. Rzuci³em mu klucz na kontuar i powiedzia³em, ¿e proszê o inny pokój, bo do tego nie wrócê. Odpar³, ¿e nic z tego i zaj±³ siê obs³ug± innych go¶ci przyby³ych w mojej grupie, udaj±c, ¿e mnie nie widzi. Dyskusja toczy³a siê po francusku, z kluczem le¿±cym na ladzie miêdzy nami, tam, gdzie go rzuci³em. Zapyta³em recepcjonistê, jak siê nazywa. Odpowiedzia³, ¿e nie powie, nazywa siê „recepcja”. Poprosi³em o wezwanie szefa. Znowu odmowa, „ja tu jestem szefem”. Pytam dalej, jak nazywa siê jego prze³o¿ony. Facet idzie w zaparte, stwierdza, ¿e nie powie. Ton rozmowy staje siê coraz wy¿szy i g³o¶niejszy. Domagam siê rozmowy z szefem i podchodzê stopniowo w kierunku zaplecza recepcji, by samemu odnale¼æ kogo¶ z kierownictwa hotelu. Recepcjonista kapituluje i przywo³uje zza ¶ciany szpakowatego go¶cia w garniturze. Mówiê mu, ¿e przydzielony pokój nie odpowiada temu, za co zap³aci³em. Pyta o numer i gdy mówiê mu – 202 – wszystko staje siê dla niego jasne. Mówi, ¿e w tej chwili nie wolnego innego pokoju, muszê spêdziæ noc tam, gdzie jestem, a nazajutrz o godzinie dziewi±tej dadz± mi inny pokój. Potwierdzam, ¿e mi to rozwi±zanie pasuje i na koniec, w obecno¶ci szefa pytam recepcjonistê, czy przypomnia³ sobie, jak siê nazywa. Przez zaci¶niête zêby mamrocze – Hasan. Koniec powitania, siêgam po klucze i wracam do pokoju.

Jest on schludny, z du¿ym, podwójnym ³o¿em na murowanym postumencie, z czy¶ciutk± po¶ciel±. Jest oczywi¶cie telewizor. W ³azience jest nieproporcjonalnie ma³a kabina prysznicowa oddzielona plastikow±, sztywn± kotar±, umywalka z blatem na przybory toaletowe i wc. Na swoim miejscu znajduj± siê myde³ka, szklanki i cztery bieluteñkie rêczniki. W przedpokoju jest du¿a, trzydrzwiowa szafa. Ca³o¶æ uzupe³nia balkon, na którym ustawiono okr±g³y, plastikowy stó³ i dwa krzes³a. Gdyby nie ta feralna lokalizacja i „ogrzewanie pod³ogowe”, nie by³oby do czego siê przyczepiæ.

Potencjalni go¶cie hotelu Marabut w Sousse powinni byæ uprzedzeni, by wystrzegaæ siê pokoju numer 202, je¿eli nie chc± prze¿ywaæ dodatkowego stresu na wakacjach. Dotyczy to osób, które wykupi³y pokoje „z widokiem na basen”. Ci, którzy nie zdecydowali siê na t± opcjê, nie maj± powodu by unikaæ pokoju 202.

W dniu, kiedy przysz³o mi spêdziæ noc w tym feralnym pokoju, po zachodzie s³oñca zrobi³o siê rze¶ko. Oceniam, ¿e temperatura spad³a do oko³o 10 stopni. Dla przybysza z mro¼nej krainy pokrytej pó³metrowym ¶niegiem, warunki by³y ca³kiem zno¶ne. Dlatego na noc nie w³±czy³em ¿adnego ogrzewania i zostawi³em otwarty, po prostu niedomkniêty, balkon. Po³o¿y³em siê spaæ, ale nie mog³em zasn±æ, Co rusz przysypia³em i budzi³em siê. By³o mi gor±co. Kiedy w ¶rodku nocy wsta³em ¿eby szerzej otworzyæ okno, zwróci³em uwagê, ¿e terrakota na pod³odze jest ciep³a. Zupe³nie, jak u mnie w domu, w pomieszczeniach, gdzie jest ogrzewanie pod³ogowe.

Przyczynê nienaturalnego rozgrzania posadzki zrozumia³em nastêpnego dnia, kiedy wst±pi³em do kafejki po³o¿onej pod pokojem 202. W hotelu dzia³a system centralnej klimatyzacji, który w ch³odniejszym okresie jest przestawiony na ogrzewanie. Tak¿e kafejka jest ogrzewana. Dlatego pod sufitem kawiarni, dok³adnie w miejscu pokrywaj±cym siê z pokojem 202, zainstalowano kolektor nadmuchu ciep³ego powietrza do lokalu. T³ocz±c powietrze do kawiarni, ciep³a blacha ogrzewa strop do niej przylegaj±cy. Efekt ju¿ znamy. Jest to dodatkowy minus pokoju 202, bo tego ogrzewania w pokoju siê w ¿aden sposób nie wy³±czy i je¿eli kto¶ nie lubi spaæ w zbyt wysokiej temperaturze, to niech unika tego miejsca. W przeciwnym razie spêdzi bezsenne wakacje albo bêdzie musia³ odsypiaæ w ci±gu dnia, na przyk³ad na pla¿y.

Pokój

Zgodnie z ustaleniami, nastêpnego dnia po ¶niadaniu, zg³osi³em siê do recepcji. Poznany dzieñ wcze¶niej kierownik by³ ju¿ na posterunku. Poda³ klucz boyowi hotelowemu, by wskaza³ mi nowy pokój. Tym razem jako¶ nie by³o przeszkód, by post±piæ zgodnie z zasadami sztuki hotelarskiej. Pokój nosi³ numer 232. By³ on po³o¿ony na drugim koñcu tego samego korytarza, z którego wchodzi³o siê do 202.
Nowe lokum wygl±da³o identycznie, jak poprzednie, tyle, ¿e okno wychodzi³o wprost na kompleks basenów aquaparku.

Jedyna ró¿nica polega³a na tym, ¿e zamiast brodzika z prysznicem, w ³azience znajdowa³a siê dwumetrowa wanna. Przeprowadzka nast±pi³a jednak dopiero w po³udnie, bo pokój wymaga³ jeszcze posprz±tania.


Warunki zamieszkania w hotelu Marabut s± dobre. Pokoje s± na tyle przestronne, ¿e dwie osoby nie czuj± siê w nich st³oczone. Wyposa¿enie standardowe. W przedpokoju dwuskrzyd³owa szafa z wieszakami oraz mniejsza z pó³kami na ubrania. W pokoju przestronne, podwójne ³o¿e, u wezg³owia szafki nocne na szparga³y i telefon, do przeciwleg³ej ¶ciany umocowany kamienny blat z telewizorem, bêd±cy zarazem quasi biurkiem z lustrem zastêpuj±cym toaletkê wraz z osobnym miejscem na walizkê, dwie pufy do siedzenia, spory balkon z plastikowym sto³em i krzes³ami. W oknach firany oraz ciê¿kie story pozwalaj±ce na pe³ne zaciemnienie sypialni. Pokoje rozmieszczono od strony po³udniowo - wschodniej i pó³nocno - zachodniej. Po³udniowo - wschodnie po³o¿enie zapewnia, ¿e s± one widne, dobrze do¶wietlone przez drzwi balkonowe. Po przeciwnej stronie ju¿ tak nie jest, ale latem, gdy upa³ wdziera siê z ka¿dej strony przez ca³± dobê, nie musi byæ to wad±.

Komfort cieplny zapewnia centralna klimatyzacja, któr± w ch³odniejszym okresie mo¿na przestawiæ na ogrzewanie. £azienka spora, wykafelkowana, a w niej umywalka na kamiennym postumencie, WC i dwumetrowa wanna z kotar±, która umo¿liwia przekszta³cenie jej w kabinê prysznicow±. Gor±ca woda w kranie zapewniona przez ca³± dobê bez najmniejszych wahañ ci¶nienia czy temperatury.
Czê¶æ pokoi zamiast wanny ma brodzik. Tak jest miêdzy innymi w feralnym numerze 202. W standardowym wyposa¿eniu pokoi nie ma lodówki ani suszarki do w³osów. S± one dostêpne za dodatkow± op³at±, podobnie jak sejf, lub raczej skrytka depozytowa, wmurowana w ¶cianê na zapleczu recepcji.

Atrakcje - aquapark

Poznanie topografii Marabuta nie zajmuje wiele czasu. Jest to obiekt ¶redniej wielko¶ci dysponuj±cy oko³o sze¶ciuset pokojami. S± one rozmieszczone w trzech skrzyd³ach. Dwa g³ówne stanowi± cztero i piêciopiêtrowe budynki w kolorze ochry (czyli ³ososiowym, dla tych, co nie znaj± jeszcze kolorów gleb afrykañskich), le¿± prostopadle do linii brzegowej, odsuniête o sto metrów od szerokiej, piaszczystej pla¿y. Miêdzy tymi budynkami rozmieszczono kompleks otwartych basenów tworz±cych ca³kiem zgrabny aquapark.

Aquapark sk³ada siê z dwóch basenów o nieregularnych, zaokr±glonych kszta³tach i dwóch brodzików dla maluchów. G³ówn± atrakcj± jest oczywi¶cie kompleks zje¿d¿alni wsparty na dwóch murowanych wie¿ach przypominaj±cych baszty ¶redniowiecznego zamczyska. Dwie najwy¿sze pochylnie oplataj± obie wie¿e, do tego jest zamkniêta rura, przez któr± mknie siê w ciemno¶ciach by wpa¶æ wprost do wody oraz dwie proste rynny o zmiennym nachyleniu, z których jedna znacznie szersza, umo¿liwia zje¿d¿anie dwóch osób obok siebie, czyli zjazd parami, je¿eli kto¶ jest mniej odwa¿ny lub chce nawi±zaæ now± znajomo¶æ.

Najwiêcej emocji z kolei, dostarcza zjazd zamkniêt± rur±, której wylot koñczy siê w okr±g³ej bañce, pomalowanej w bia³o – niebiesk± szachownicê, o ¶rednicy oko³o czterech metrów, gdzie prêdko¶æ uzyskan± na zje¿d¿alni wytraca siê sun±c po wewnêtrznej ¶cianie bañki i po odpowiednim wyhamowaniu leci z wysoko¶ci oko³o dwóch metrów pionowo w dó³, wprost do basenu. Tu ¿artów nie ma. Lot trzeba wykonaæ do koñca, bo nie ma siê czego chwyciæ po drodze, a ewentualna próba wczepienia siê pazurami w plastikow± burtê musi skoñczyæ siê po³amaniem paznokci.

Drugi basen kszta³tem przypomina nerkê. Jest on przeznaczony dla tych, którzy chc± spokojnie pomoczyæ siê lub pop³ywaæ. Jest tam dodatkowo wybudowana wyd³u¿ona wyspa, na której mo¿na za¿ywaæ k±pieli s³onecznych. Pod ni± biegnie podwodny tunel, który pokonuje siê brodz±c w wodzie lub p³yn±c. Tunel ten musi stanowiæ powa¿ny ból g³owy dla hotelowych ratowników, poniewa¿ jest to kilkunastometrowe martwe pole, poza zasiêgiem ich wzroku, które musi przyci±gaæ p³ywaków chc±cych skryæ siê przed ¿arem s³onecznym, lub tych, którzy postanowi± sp³ataæ figla rodzinie i siê tam ukryæ. Dodatkow± atrakcj± s± rozmieszczone wzd³u¿ wyspy fontanny, które tryskaj± strumieniami wody na k±pi±cych siê w basenie. S± jeszcze brodziki, mostki, mini zje¿d¿alnia dla dzieci, prysznice w formie postaci z filmów Disneya i barek z napojami. Wszystko tworzy zgrabny i schludny kompleks ocieniony dorodnymi palmami, gdzie mo¿na mile spêdziæ wakacje. O jednym nale¿y wszelako pamiêtaæ. Korzystanie z aquaparku nie jest wliczane w cenê pobytu i musi byæ op³acone oddzielnie. Mo¿na wykupiæ bilet dzienny lub karnet tygodniowy. Dla mieszkaj±cych w pokojach od strony basenów, harmider i jazgot dziatwy szalej±cej w aquaparku, pomieszany z gor±c± muzyk± arabsk±, jest bezp³atny.

Topografia


Po³udniow± pierzejê hotelu Marabout stanowi czterokondygnacyjne skrzyd³o, bêd±ce architektonicznym ³±cznikiem umieszczonym na szczycie dwóch pozosta³ych. Przedzielone zosta³o ono pawilonem recepcji zwieñczonym kopu³± przypominaj±c± meczet lub raczej w³a¶nie marabuta, czyli tradycyjny, muzu³mañski grobowiec osoby zas³u¿onej dla lokalnej spo³eczno¶ci. Zreszt± kto wie, co kryj± fundamenty… Budynek ten po³o¿ony jest równolegle do niewielkiej uliczki, od której oddziela go parking i p³ot posesji.

Obraz ca³o¶ci dope³nia budka stra¿nika, brama wjazdowa i maszty z powiewaj±cymi flagami. Jedyn± jak± w¶ród nich rozpozna³em by³a flaga tunezyjska. Pozosta³e skomponowane by³y z przypadkowych barw. Chyba celowo nie umieszczono kolorów narodowych innych krajów, co jest czêst± praktyk± w innych hotelach tunezyjskich, aby nie prowokowaæ niesnasek w¶ród go¶ci, którzy zwracaj± uwagê na to, czy ich obecno¶æ zosta³a uhonorowana wywieszeniem odpowiedniej flagi, czy te¿ nie.

W pawilonie. gdzie mie¶ci siê recepcja, znajduj± siê ponadto: g³ówna restauracja hotelowa, bar, salon piêkno¶ci, kryta p³ywalnia i spa. Hall recepcyjny jest centralnym miejscem hotelowej komunikacji. Przechodzi siê tamtêdy zmierzaj±c do restauracji, na basen, do kawiarni, spa, fryzjera lub id±c do miasta. Drewniany sufit, który siê w tym hallu znajduje, stanowi ¶wiadectwo przesz³ej ¶wietno¶ci Marabuta. W kraju, gdzie nie ma lasów, zafundowanie sobie ponad stu metrów kwadratowych kasetonowego sufitu ze szlachetnego drewna, stanowi nie lada luksus.
Dochodz± do tego ¿yrandole jakby ¿ywcem wyjête z Pa³acu Kultury w Warszawie i mamy obraz miejsca, które w zamy¶le projektantów, mia³o byæ oaz± luksusu na ziemi tunezyjskiej. Czas zrobi³ swoje, zmieni³y siê kryteria luksusu, ale wawelskie kasetony z sufitu w hallu recepcyjnym Marabuta, nadal robi± wra¿enie.

Sala hallu ma w swoim za³o¿eniu pe³niæ rolê hotelowej ¶wietlicy, miejsca spotkañ i relaksu. W tym celu przestrzeñ podzielono na kilkana¶cie samodzielnych „ló¿”, z których ka¿da sk³ada siê z trzyosobowej sofy, trzech foteli, sto³u do kawy i stoj±cej lampy. Meble wykonane w litym drewnie, skórzane, jasne obicia, eleganckie i wygodne. Sprawiaj± wra¿enie ciep³ego i przytulnego wnêtrza, gdzie mi³o jest przyj¶æ wieczorem i spokojnie poczytaæ lub porozmawiaæ przy kawie ze znajomymi. Jest tylko jeden minus. Po kolacji miejsce to zamienia siê w hotelow± palarniê i dla niepal±cych atmosfera staje siê tam nie do zniesienia.

W dniu przyjazdu dosz³o do zdarzenia, które wszystkim jad±cym do hotelu Marabut, a byæ mo¿e nawet wszystkim udaj±cym siê do Tunezji, powinno byæ opisywane w oddzielnych ulotkach rozdawanych przez biura podró¿y w momencie wykupienia wycieczki, zw³aszcza osobom wyje¿d¿aj±cym po raz pierwszy. Gwoli przestrogi i w celu unikniêcia przykro¶ci. Aby oszczêdziæ ludziom nerwy i pieni±dze. Dos³ownie.

Przepraszam, czy tu oszukuj±?

Wszystko zaczê³o siê bardzo niewinnie i niespodziewanie. Jedna z pañ przyby³ych w naszej grupie postanowi³a nie traciæ czasu i wnet po przyje¼dzie uda³a siê do hotelowego kantoru by zaopatrzyæ siê w dinary tunezyjskie. Stanê³a naprzeciw starszego pana o siwych w³osach, ubranego w schludny garnitur, pod krawatem, który mi³o siê do niej u¶miecha³. Jednym s³owem bankowiec jak z reklamy, wzbudzaj±cy szacunek i zaufanie.

Pani, nazwijmy j± E., podaje mu banknot studolarowy. W tym miejscu trzeba zaznaczyæ, ¿e nasza turystka dysponuje dolarami starszego wzoru, z „ma³ymi” portretami prezydentów, trochê zu¿ytymi, ale na pewno nie zniszczonymi. Pan bankier wsuwa banknot do ¶wiec±cej maszynki, wyci±ga, miêtosi w palcach, ogl±da pod ¶wiat³o, by nastêpnie ca³y ceremonia³ powtórzyæ kilka razy. Zaczyna cmokaæ i staje siê jasne, ¿e co¶ jest nie tak. Po chwili zapada wyrok – pieni±dze s± fa³szywe.

E. przyjmuje to z pokor± i z nadziej± wyjmuje piêædziesiêciodolarówkê. Ufnie wrêcza panu za lad±. Badanie wygl±da identycznie, jak poprzednie i taki sam jest werdykt. Kolejna fa³szywka. E. jest ju¿ zdenerwowana nie na ¿arty. Ogarnia j± panika, mo¿e nawet zaczyna lekko histeryzowaæ. Co teraz bêdzie? Wstyd na ca³y powiat albo i województwo. Szef siê dowie i trzeba bêdzie po¿egnaæ siê z tak obiecuj±c± karier±. E. jest prawnikiem. Ma „nazwisko” w swoim ¶rodowisku, a przede wszystkim eksponowan± posadê pañstwow±.

Za wszelk± cenê próbuje ratowaæ sytuacjê. Wyjmuje wiêc dwudziestkê, która najlepiej prezentuje siê w¶ród pozosta³ych banknotów i daje starszemu panu. On te¿ chcia³by pomóc. Jest troskliwy i wspó³czuj±cy. Dlatego jeszcze staranniej wszystko sprawdza. Na pró¿no. Jeszcze jedna podróbka.

E. martwi siê dodatkowo, ¿e podczas dwutygodniowych wakacji zostanie bez pieniêdzy. Trudno. Jako¶ to bêdzie. Dwa posi³ki dziennie, które nale¿± siê jej w ramach wycieczki, bêd± musia³y wystarczyæ. Chcia³aby wróciæ do pokoju i och³on±æ, przemy¶leæ sytuacjê. Prosi kasjera o zwrot pieniêdzy. W odpowiedzi s³yszy – „sorry madame, nie wolno mi oddaæ banknotów, bo s± fa³szywe i nie mogê pozwoliæ, aby inn± drog± trafi³y do obrotu w Tunezji”. E. nie mo¿e pogodziæ siê z my¶l± o oddaniu pieniêdzy, które jeszcze kilka minut wcze¶niej chcia³a wymieniæ. Od¿a³uje nawet wycieczkê na Saharê, któr± planowa³a op³aciæ uzyskanymi z wymiany dinarami.

Podczas dyskusji E. z szefem kantoru hotelowego, w pobli¿u by³ akurat rezydent naszego biura podró¿y, Tunezyjczyk, który zosta³ poproszony o interwencjê i pomoc w wyja¶nieniu problemu. Bez chwili zastanowienia zaj±³ on stanowisko popieraj±ce, a w³a¶ciwie uwiarygodniaj±ce to, co mówi³ bankier. Prawdopodobnie, de facto bierna i bezkrytyczna, postawa rezydenta Eximu przes±dzi³a o finale sprawy, który nast±pi³ kilka minut pó¼niej.

Pan bankier, wyra¼nie mia³ ju¿ do czynienia z podobnymi przypadkami w przesz³o¶ci i rozumie rozterki naszej rodaczki. Aby rozwiaæ w±tpliwo¶ci i podejrzenia, proponuje ugodowo, ¿e wezwie policjê i wszystko siê wnet wyja¶ni. E. wpada w pop³och. Bo szef, bo wstyd, bo wyrzuc± z pracy, bo nie dadz± emerytury, itd., itp. Na szczê¶cie nasz bankier to ludzkie ch³opisko i na ile potrafi, chcia³by pomóc madame z dalekiej Polski. Nie wezwie policji, ale pieniêdzy oddaæ nie mo¿e. Jako salomonowe rozwi±zanie proponuje zniszczenie feralnych banknotów i zapomnienie o sprawie. E. zgadza siê. Bankier przedziera pieni±dze na pó³, wrzuca do szuflady i ¿yczy E. mi³ych wakacji. Pani jest zdruzgotana i oburzona na z³odziei z kantoru w jednym z miast Kujaw, którzy tak j± urz±dzili. Jest nawet wdziêczna uprzejmemu bankierowi tunezyjskiemu za zdemaskowanie oszustów, którzy sprzedali jej tyle fa³szywek, no i przede wszystkim za to, ¿e by³ taki dobry i zgodzi³ siê za³atwiæ sprawê bez rozg³osu. Kilkaset dolarów niewiele znaczy wobec wstydu, którego uda³o siê unikn±æ.

Wraz z up³ywem czasu E. zaczyna odczuwaæ ulgê i zadowolenie. Ot, taka wakacyjna przygoda.

Nic bardziej b³êdnego. Gdy us³ysza³em relacjê o tym zdarzeniu, najpierw od osób trzecich i wkrótce potem od nadal roztrzêsionej E., sam siê zdenerwowa³em. Oburzy³em siê na ³atwowierno¶æ, naiwno¶æ i bezsilno¶æ wobec ³obuza, który bezczelnie i bez skrupu³ów wy³udzi³ pieni±dze. Pozbawiony zasad osobnik, który otrzymuje pensjê za to, aby go¶cie hotelowi byli zadowoleni, aby w mi³ej atmosferze mogli spêdziæ wakacje, aby zadowoleni pojechali do domów i w przysz³o¶ci zechcieli wróciæ do Marabuta, a byæ mo¿e tak¿e zachêcili do tego swoich znajomych. Tak bezczelne postêpowanie by³o zadziwiaj±ce przy bezrobociu panuj±cym w Tunezji, gdzie wydaje siê, ¿e praca na stanowisku szefa recepcji, to marzenie wiêkszo¶ci m³odych ludzi.

Z moich ustaleñ wynika, ¿e typ, który oszuka³ E., to szef recepcji, który byæ mo¿e posiada tak¿e jakie¶ stanowisko w dyrekcji ca³ego hotelu. Czuje siê on bezkarny i wszechmocny. Dlatego po¶wiêcam tej sprawie tyle miejsca. Chcia³bym przynajmniej pomóc innym unikn±æ w przysz³o¶ci podobnych przykro¶ci.

Teraz najwa¿niejsze. Co sk³oni³o mnie do twierdzenia, ¿e by³ to bezczelny przekrêt? Swoje przekonanie opieram na prostej analizie faktów i wiem, ¿e siê nie mylê.

Po pierwsze. Banknoty studolarowe by³y i s± podrabiane, to wiadomo. Piêædziesi±tki byæ mo¿e równie¿, ale o takich przypadkach osobi¶cie nie s³ysza³em. A jeszcze dwudziestka. Mo¿liwe, i¿ kiedy¶, komu¶ zdarzy³o siê sfa³szowaæ ten nomina³. Ale ¿eby jednocze¶nie kto¶ mia³ podrobione setkê, piêædziesi±tkê i dwudziestkê, to tak, jakby trafiæ szóstkê w totka.
Po drugie. Nigdy nie spotka³em siê, aby do sprawdzania starych banknotów dolarowych, tych z „ma³ymi” portretami prezydentów u¿ywano ¶wiat³a ultrafioletowego. W odniesieniu do tych dolarów decyduje wiedza i do¶wiadczenie kasjera. To, co wyprawia³ go¶æ z Marabuta to by³a ordynarna, chamska ¶ciema, teatr, który mia³ otumaniæ i zahipnotyzowaæ klienta kantoru. Potwierdza to zachowanie pracowników innych kantorów w Sousse, gdzie towarzyszy³em E., kiedy wymienia³a pozosta³e banknoty z feralnej partii. Nie by³o ¿adnego prze¶wietlania i w ogóle jakiegokolwiek cienia w±tpliwo¶ci.

Zatem co robiæ, gdyby kto¶ znalaz³ siê w podobnych tarapatach? Bezwarunkowo domagaæ siê wezwania policji, nie pozwoliæ odebraæ sobie w±tpliwych banknotów i ewentualnie ¿±daæ ekspertyzy bankowej. Je¿eli konieczne by³oby oddanie komukolwiek pieniêdzy, to tylko za pokwitowaniem, z wymienieniem nomina³ów i numerów. Je¿eli nie zna siê jêzyka, lepiej zwróciæ siê do kogo¶ z grupy, kto w³ada jakim¶ jêzykiem i mo¿e towarzyszyæ podczas wymiany.

Dla jad±cych do Marabuta, aby nie popa¶æ w podobne tarapaty, rozwi±zanie jest banalne. Zrezygnowaæ ca³kowicie z us³ug kantoru w hotelu. Jest on tak szczê¶liwie zlokalizowany, ¿e w promieniu dziesiêciominutowego spaceru w dowolnym kierunku, jest po kilka innych miejsc, gdzie wymieniaj± pieni±dze.

£apanie kilogramów

Pora na kilka s³ów o gastronomii w Marabucie. Kluczow± rolê odgrywa g³ówna restauracja hotelowa, w której s± serwowane ¶niadania i kolacje op³acone przez wszystkich przyje¿d¿aj±cych, w ramach kosztów pobytu. Restauracja jest zlokalizowana w pawilonie recepcyjnym, w centralnej czê¶ci ca³ego obiektu.
Sala jest przestronna, mo¿e pomie¶ciæ jednorazowo kilkuset go¶ci oferuj±c im miejsca przy standardowych, kwadratowych sto³ach czteroosobowych, które mog± byæ zestawiane równie¿ po dwa lub trzy. Na sali jest te¿ kilka okr±g³ych sto³ów sze¶cioosobowych. Czyste, kolorowe obrusy w pastelowych kolorach i delikatne o¶wietlenie stwarzaj± ciep³± i sympatyczn± atmosferê.

Podczas turnusu grudniowo – styczniowego po³owa restauracji by³a wy³±czona z u¿ytkowania, za wyj±tkiem dwóch wieczorów - kolacji wigilijnej oraz zabawy sylwestrowej, kiedy by³ komplet biesiadników.

Organizacja posi³ków jest prosta. Jedzenie jest serwowane w formie samoobs³ugowego bufetu, napoje podczas kolacji zamawia siê u kelnerów i u nich siê te¿ p³aci za napitki. Na bufet sk³adaj± siê trzy du¿e lady, gdzie oddzielnie rozmieszczone s± sa³atki, dania ciep³e i desery.

¦niadania s± w du¿ym stopniu zuniformizowane i powtarzalne. Sto³ownicy maj± do dyspozycji kilka surówek, ser ¿ó³ty lub bia³y, wêdlinê drobiow± w plasterkach lub w postaci parówek, mas³o ro¶linne, oliwki, keczup, harisa, musztarda, majonez do smaku. Na ciep³o s± jaja na twardo, czasami sadzone lub sporadycznie jajecznica, jakie¶ danie warzywne – leczo o ró¿norodnej kompozycji lub fasolka w sosie pomidorowym, ry¿ na mleku albo ziemniaki odsma¿ane lub makaron, saute lub z warzywami czy te¿ pokrojon± wêdlin±. Na s³odko jest zawsze ciasto: dwa - trzy rodzaje, zazwyczaj dro¿d¿owe i piaskowe, jaka¶ babka kakaowa oraz kilka typów, jeszcze ciep³ych wypieków z ciasta francuskiego. Do tego dochodz± p³atki kukurydziane i musli, które mo¿na je¶æ z mlekiem lub jogurtem. Dla amatorów s± zawsze trzy rodzaje d¿emów i sa³atka owocowa.

Napoje do ¶niadania s± bezp³atne. Jest do wyboru kawa z ekspresu lub parzona w termosie, herbata z termosu, mleko, lemoniada. Nie mo¿na natomiast napiæ siê do ¶niadania wody. Do herbaty jest zawsze pokrojona cytryna, cukier w saszetkach w dowolnej ilo¶ci, brak natomiast s³odzików dietetycznych. Do posi³ków podawane jest zawsze ¶wie¿e i chrupi±ce pieczywo. Do wyboru jest tradycyjna bagietka i grahamka oraz chleb tostowy, który mo¿na sobie podgrzaæ wedle uznania w opiekaczu.

Kolacje s± bardziej urozmaicone. W bufecie sa³atkowym jest zawsze osiem – dziesiêæ ró¿norodnych kompozycji surówek i sa³atek, do tego oliwki, kapary, korniszonki, harissa, dressingi, czasami równie¿ sardynki solone albo tartinki na mini grzankach. Z ciep³ych przystawek s± codziennie dwie zupy, jedna kremowa, druga tradycyjna.

W¶ród dañ g³ównych zawsze jest potrawa z drobiu – przewa¿nie kurczak, rzadziej indyk, do tego wo³owina i co¶ z ryb. Jako wype³niacze objêto¶ciowe mamy do wyboru ry¿ – sypki lub orientalny z warzywami, co¶ z ziemniaków – albo frytki, albo pieczone albo sma¿one oraz makaron. Do kompletu jest jeszcze jedno lub dwa dania warzywne na ciep³o. Od czasu do czasu bywa³o jakie¶ ekstra urozmaicenie. Na przyk³ad w czwartki serwowano specjalno¶æ tunezyjsk± tj. briki. S± to piero¿ki z ró¿nym nadzieniem, z ciasta francuskiego, sma¿one w g³êbokim t³uszczu. Innym razem utkwi³y mi w pamiêci nale¶niki z owocami morza z sosem krewetkowym. Danie naprawdê z górnej pó³ki.

S± te¿ desery. Zawsze jakie¶ ciasta, na przemian orientalne i bardziej europejskie. Ponadto owoce sezonowe, ewentualnie krem. Co kilka dni pojawiaj± siê lody, jeden, najwy¿ej dwa smaki. Nic szczególnego, zimne jak nale¿y, ale potwornie s³odkie. Nie by³o zbyt wielu chêtnych na nie na wczasach dla seniorów. Opycha³y siê nimi przewa¿nie dzieci, które by³y w mniejszo¶ci. Latem na pewno proporcje grup wiekowych s± odwrotne i po lody mog± ustawiaæ siê wówczas d³ugie kolejki.

Napoje do kolacji s± p³atne. Jest woda, soki, wszelki cole i fanty, piwo oraz wino. Nie ma kawy i herbaty podczas kolacji. Po kilku dniach trwania turnusu, niektórzy kelnerzy, poznawali upodobania go¶ci i stawiali na sto³ach napoje zwykle zamawiane przez „ich” go¶ci, co znakomicie usprawnia³o funkcjonowanie lokalu, bo rewiry mieli spore. Pozostawa³o im tylko skierowaæ w³a¶ciwe osoby do odpowiednich stolików i po drodze zainkasowaæ nale¿no¶æ, oczywi¶cie.

W okresie ¶wi±teczno – noworocznym go¶ci wchodz±cych do restauracji zawita³a dekoracja przypominaj±ca nasz± szopkê krakowsk± wykonana przez hotelowego cukiernika.

Z okazji ¶wi±t Bo¿ego Narodzenia oraz Nowego Roku zorganizowano uroczyst± kolacjê wigilijn± i zabawê sylwestrow±. Obie imprezy przygotowano w identycznej formule, dlatego wystarczy, ¿e opiszê jedn±, co da wyobra¿enie tak¿e o przebiegu drugiego z tych uroczystych wieczorów. W dniu imprezy nie by³o kolacji z bufetem samoobs³ugowym. Indywidualne stoliki w restauracji g³ównej zestawiono w sto³y dwunastoosobowe. Nakryto, jak przysta³o na uroczysty posi³ek, wydrukowano nawet ozdobne menu z list± potraw na ca³y wieczór. Godzinê przed por± rozpoczêcia kolacji go¶cie byli zaproszeni do hotelowej kawiarni, gdzie podano jako zimne przek±ski ró¿norodne tartinki i minipizze. Aperitify trzeba by³o zamawiaæ we w³asnym zakresie. Po tym krótkim wstêpie integracyjnym nast±pi³o przej¶cie do restauracji na uroczyst± kolacjê. Drug± zmian±, oprócz zmienionej aran¿acji sto³ów, by³ zespó³ muzyków graj±cych na podium w g³êbi sali.

Na pocz±tek kelnerzy przyjêli zamówienia na napoje i wkrótce zaczêli roznosiæ jedzenie. By³a zupa, danie miêsne, lody, ryba, g³ówne danie miêsne, ciasto i owoce. W tej kolejno¶ci. Jako¶æ potraw bez zarzutu, ale na dobr± sprawê by³y to te same dania, które na codzieñ mieli¶my w bufecie, tyle, ¿e tym razem podane w bardziej wyszukany sposób. Roznoszenie potraw by³o roz³o¿one w czasie na kilka godzin, bowiem równocze¶nie trwa³a zabawa. By³y wystêpy artystyczne i tañce na parkiecie. A w przerwach serwowano kolejne dania. Kolacja by³a na tyle rozci±gniêta w czasie, ¿e niektóre osoby zasiad³y do sto³u, rozpoczê³y wieczerzê, uda³y siê na pasterkê do ko¶cio³a w Sousse, zd±¿y³y wróciæ i kontynuowaæ zabawê na d³ugo przed podaniem deserów.

Ogólne wspomnienia posi³ków podczas trzytygodniowego pobytu w hotelu Marabut s± bardzo dobre. Jedzenia by³o w bród, by³o smaczne i na sali panowa³a mi³a atmosfera. Bez w±tpienia jest to silna strona hotelu Marabut. Jedzenie jest na tyle obfite, i¿ opcja half board jest w zupe³no¶ci wystarczaj±ca. Trzeba naprawdê mieæ siln± wolê i samokontrolê, by nie z³apaæ w szybkim czasie kilku dodatkowych kilogramów. Je¿eli kto¶ jednak mia³by ochotê przek±siæ co¶ dodatkowo w ci±gu dnia, to nie bêdzie mia³ z tym ¿adnego problemu.

Istniej± ku temu sprzyjaj±ce warunki zarówno w samym hotelu, jak i w najbli¿szym s±siedztwie. W hotelu, oprócz restauracji g³ównej, jest jeszcze restauracja à la carte, bar przy pla¿y, kawiarnia w stylu europejskim oraz kawiarnia mauretañska.
Bar na pla¿y zapewnia mo¿liwo¶æ szybkiego posilenia siê i zaspokojenia pragnienia bez przerywania korzystania z uroków Morza ¦ródziemnego. Restauracja à la carte daje t± sam± mo¿liwo¶æ tym, którzy spêdzaj± czas w aquaparku. Kawiarnia europejska jest dedykowana kibicom pi³ki no¿nej, bowiem na wielkich telebimach w³±czone s± tam non stop transmisje meczów pi³karskich z ca³ego ¶wiata, g³ównie z Europy. W kafejce arabskiej podobnie, z t± ró¿nic±, ¿e jest tam dodatkowo szansa wypalenia tradycyjnej fajki wodnej, czyli sziszy.

Dla wyposzczonych

W najbli¿szym s±siedztwie Marabuta, zarówno od strony pla¿y, jak i w mie¶cie, jest ca³a gama lokali pocz±wszy od luksusowych restauracji japoñskiej i hiszpañskiej w s±siednim Mövenpicku, poprzez wiêksze i mniejsze restauracje, steak housy, pizzerie, bary, jad³odajnie, kioski, kawiarnie, lodziarnie i cukiernie. Tu¿ obok jest dyskoteka Bora Bora i kasyno.

Dla Polaków goszcz±cych w Marabucie, ciekaw± opcjê stanowi mo¿liwo¶æ skorzystania w ci±gu dnia z pobliskiej restauracji – pizzerii La boule d’or. Jest ona oddalona o piêæ minut spaceru od hotelu – trzeba i¶æ lekko pod górê ulic±, w przeciwn± stronê ni¿ do hotelu Mövenpick. Kelner w La boule d’or dobrze w³ada jêzykiem polskim, po sze¶cioletnim pobycie w naszym kraju. Jest tam czysto, bardzo smacznie i niedrogo. Wybór potraw wyj±tkowo bogaty, wszystko ¶wie¿e, porcje ogromne. Za równowarto¶æ dziesiêciu do piêtnastu z³otych mo¿na naje¶æ siê i napiæ na ca³y dzieñ, nie mówi±c o lekkim posi³ku po³udniowym w oczekiwaniu na kolacjê w hotelu.

Tym, którzy s± zainteresowani poznaniem prawdziwego smaku orientu, wypada poleciæ restauracjê „El Soffra”. Znajduje siê ona mniej wiêcej w geometrycznym centrum starówki w Sousse, tzw. mediny.


Jest po³o¿ona jednak kilkana¶cie metrów obok jednej z g³ównych uliczek handlowych i dlatego, by tam trafiæ, trzeba dopytaæ siê miejscowych, tym bardziej, ¿e nie ma ona okaza³ego szyldu ani rzucaj±cej siê w oczy witryny. Jest to rodzinna gospoda serwuj±ca potrawy, których nie u¶wiadczy siê w lokalach dla turystów. W niewielkiej sali stoliki s± zajête przez Tunezyjczyków, co stanowi najlepsz± rekomendacjê dla tamtejszej kuchni. Bywa, ¿e na miejsce trzeba chwilê poczekaæ. Wybór dañ nie jest imponuj±cy, ale za to jedno smaczniejsze od drugiego! Jest kilka tradycyjnych przystawek, zarówno ciep³ych jak i zimnych, jedna lub dwie zupy, ryby z grilla, baranina w sosie z cebul±, kotlet wo³owy i kurczak pieczony. Niezapomniane wra¿enie zostawia ka¿de z nich, ale wyj±tkowo dobra jest baranina, która wprost rozp³ywa siê w ustach. Danie to przypomina greckie kleftiko. Do popicia ¶wie¿o wyci¶niêty sok pomarañczowy lub woda mineralna (we wszystkich lokalach na starym mie¶cie w Sousse obowi±zuje zakaz podawania alkoholu). Ceny symboliczne. Miejsce godne odwiedzenia choæby z ciekawo¶ci, nawet je¿eli kto¶ nie jest g³odny, nie bêdzie ¿a³owaæ, ¿e wst±pi³. Gdyby kto¶ siê zdecydowa³, to podajê adres: restaurant „El Soffra”, rue El Soffra, Medina – Sousse. Lokal znajduje siê pod numerem szóstym, ale to bez znaczenia, gdy¿ ca³a uliczka ma nie wiêcej ni¿ czterdzie¶ci metrów i gdy kto¶ ju¿ siê na niej znajdzie, to restauracjê bezb³êdnie odszuka po aromacie grillowanej ryby i miêsa.

Pla¿a i inne atrakcje

Wracaj±c do Marabuta, obowi±zkowo trzeba wspomnieæ o g³ównej atrakcji, czyli pla¿y. Znajduje siê ona bezpo¶rednio przy hotelu, oddalona od niego na szeroko¶æ kortu tenisowego, który oddziela j± od budynków. Pla¿a jest piaszczysta, regularnie sprz±tana, czysta i przestronna. Go¶cie hotelowi maj± do dyspozycji kilkadziesi±t s³omianych parasoli oraz le¿aki z materacami. Nie ma ¶cisku, znajdzie siê miejsce dla ka¿dego. W pobli¿u inne hotele, barki, kioski, wypo¿yczalnie sprzêtu sportowego i boiska do siatkówki. W¶ród opalaj±cych siê wczasowiczów wa³êsaj± siê hotelowe koty oczekuj±ce na smako³yki. Od przeciwnej strony podchody czyni± wêdrowni handlarze pami±tek i odzie¿y, akwizytorzy wycieczek morskich i l±dowych, specjalistki wykonuj±ce malunki z henny oraz w³a¶ciciele koni i wielb³±dów oferuj±cy przeja¿d¿ki.

Na prze³omie roku, czyli pod koniec grudnia i w pierwszej dekadzie stycznia, codziennie by³o s³onecznie, chocia¿ na niebie pojawia³y siê chmury. Temperatura w ci±gu dnia waha³a siê od 18 do 25 stopni i na pla¿y by³o zawsze liczne grono amatorów opalania. Woda w morzu mia³a oko³o 20 stopni i liczni ¶mia³kowie za¿ywali k±pieli. Jeden dzieñ by³ pochmurny i deszczowy. W nocy robi³o siê ch³odniej. Bywa³o, ¿e temperatura oscylowa³a wokó³ 10 stopni. Nikt jednak nie uskar¿a³ siê, ¿e mu zimno.

Je¿eli na pla¿y jest komu¶ za ciep³o lub za zimno, mo¿e w ka¿dej chwili skorzystaæ z basenu krytego, obok którego znajduje siê mini si³ownia. Na amatorów tenisa czekaj± dwa korty ziemne. Dla bardziej wyrafinowanej klienteli, hotelowe SPA oferuje szerok± gamê zabiegów, ³±cznie z kilkudniowymi cyklami.

Na nieliczne dni s³oty i niepogody urz±dzono w hotelu pokój gier z bilardem i ping – pongiem. Pomieszczenie s³u¿y zarazem jako kafejka internetowa, gdzie za pó³godzinny dostêp do powolnej sieci trzeba zap³aciæ równowarto¶æ dziesiêciu z³otych.
Cena absolutnie zaporowa, chêtnych brak, gdy¿ kafejki na mie¶cie proponuj± u³amek tej ceny. Wszêdzie natomiast u¿ywaj± klawiatur o przedziwnym uk³adzie, który jest koszmarem dla osób przyzwyczajonych do klawiatur QWERTY. W styczniu 2011 roku w hotelu Marabut nie by³o jeszcze bezprzewodowego dostêpu do netu.

Senior Travel - podsumowanie

Wyjazd po wakacyjne s³oñce dla seniorów ró¿ni siê od zwyk³ego pobytu w tym samym czasie dwoma dodatkowymi atrakcjami, które s± bezp³atne dla seniorów, bowiem obie opcje s± w tej samej cenie. Pierwsz± z wymienionych atrakcji jest wizyta w po³o¿onym kilkana¶cie kilometrów od Sousse centrum Zahra. Znajduje siê tam nowoczesny amfiteatr oraz skansen prezentuj±cy scenki z ¿ycia nomadów pó³nocnoafrykañskich. Pobyt rozpoczyna siê od wizyty w skansenie. Ogl±da siê wypiek podp³omyków, które mo¿na degustowaæ wraz z oliw± i hariss±, czyli pikantn± past± z ostrych papryczek. Ogl±da siê dzia³anie saharyjskiej studni, z mu³em w roli si³y poci±gowej, mielenie zbo¿a w rêcznym ¿arnie, zagrody z kozami, baranami i innym inwentarzem. Mo¿na sfotografowaæ siê z koniem lub wielb³±dem. Nastêpnie rozpoczyna siê zainscenizowane wesele. Przeje¿d¿a orszak panny m³odej i pana m³odego, odbywaj± siê pierwsze tañce, pokazy ¿onglerów i wolty¿erki. Te ostatnie na wysokim poziomie.

Po oko³o godzinie spêdzonej w skansenie go¶cie przechodz± do restauracji, gdzie serwowana jest tradycyjna kolacja tunezyjska. Lokal znajduje siê pod trybunami amfiteatru. Mo¿e pomie¶ciæ jednorazowo oko³o piêæset osób. Sala jest w po³owie przedzielona podium ze scen±, na której przez ca³y czas posi³ku, trwa wesele rozpoczête przejazdem m³odych w skansenie. Kolacja zajmuje kolejne pó³torej godziny. Sk³ada siê z zupy, zimnych sa³atek, kuskusu z kulkami z mielonego miêsa i oczywi¶cie warzywami oraz sosem, grillowanej baraniny i kurczaka, berberyjskich ciasteczek z miêtow± herbat± oraz owoców. Do picia jest woda mineralna, cola i wino. Co ciekawe, kelnerzy pilnuj± aby nigdzie nie brakowa³o czegokolwiek, zw³aszcza wina. Widz±c pust± butelkê, szybko wymieniaj± j± na pe³n±. Kolacja smaczna, obfita i zaserwowana wyj±tkowo sprawnie zwa¿ywszy, ¿e obs³ugiwano jednocze¶nie kilkuset ludzi.
Po posi³ku, który zakoñczy³ siê ju¿ po zapadniêciu zmroku, nast±pi³ g³ówny punkt programu – widowisko typu ¶wiat³o i d¼wiêk prezentuj±ce zarys historii Tunezji od staro¿ytnej Kartaginy do czasów wspó³czesnych. Inscenizacjê wystawiono w ogromnym amfiteatrze kompleksu Zahra z wykorzystaniem laserów, technik multimedialnych, potê¿nego nag³o¶nienia, ruchomych scen, wielkiego basenu ze statkiem i fontannami, ¿ywych koni i wielb³±dów oraz efektów pirotechnicznych. W roli statystów wystêpowa³o ptactwo wodne, które zagnie¼dzi³o siê na sztucznym zbiorniku wodnym. Organizacja wyj±tkowo profesjonalna. Sprawnie pogrupowano widzów wed³ug narodowo¶ci i wszystkim
zapewniono indywidualne zestawy s³uchawkowe z tekstem w ich jêzyku.

Trudno siê dziwiæ, ¿e wieczór w Zahrze by³ fundowany przez rz±d Tunezji. By³y to bardzo dobrze zainwestowane ¶rodki na promocjê kraju. Przekaz by³ jasny – ogromna go¶cinno¶æ, dobra organizacja, nowoczesny kraj o bogatej historii, przyjazny i otwarty na turystów.

Drug± dodatkow± atrakcj± dla seniorów by³ wyjazd na zwiedzanie miasteczka turystycznego i mariny jachtowej w El Kantaoui na dalekim przedmie¶ciu Sousse, a nastêpnie wizyta na starym mie¶cie w Sousse. Wyjazd autokarem z hotelu po ¶niadaniu, powrót wczesnym popo³udniem. Sympatyczne urozmaicenie pobytu. Niezale¿nie od wymienionych dwóch imprez wliczonych do kosztów pobytu, ka¿dy móg³ korzystaæ z oferty fakultatywnej. Najpopularniejsze by³y dwie wycieczki: dwudniowy wyjazd na Saharê oraz ca³odzienna wycieczka do Tunisu i okolic.
Zim± 2010/2011 najliczniejsz± narodowo¶ci± w Marabucie byli Niemcy, w znakomitej wiêkszo¶ci emeryci. Przyje¿d¿ali oni na wielotygodniowe pobyty, niektórzy spêdzali w Tunezji nawet po kilka miesiêcy. Polacy stanowili drug± co do wielko¶ci grupê. Ponadto mo¿na by³o spotkaæ Czechów, S³owaków, Francuzów, trochê Rosjan. Sporo by³o te¿ Algierczyków, a w weekendy hotel by³ licznie odwiedzany przez Tunezyjczyków.

Idea zaproponowania osobom, którym nie zale¿y na temperaturach powy¿ej 30oC, wyjazdów w okresie mniejszego ruchu turystycznego za rozs±dne pieni±dze do s³onecznych miejsc, jak Tunezja, Hiszpania czy Cypr, jest bardzo dobrym pomys³em. W przypadku Tunezji, a ¶ci¶lej hotelu Marabut w Sousse, jako rozs±dn± cenê uwa¿am kwotê od 500 do 600 PLN za tydzieñ na osobê. Sam hotel jest godny polecenia – atrakcyjnie zlokalizowany, czysty, zadbany, dobra obs³uga, bardzo smaczne i obfite posi³ki. Posiada wszelkie atrybuty dla zapewnienia spokojnego i udanego wypoczynku. Je¿eli oferta nazwana tu przeze mnie Senior Travel bêdzie utrzymana w kolejnych sezonach, zachêcam ka¿dego do skorzystania z niej.

Post scriptum

Czas pobytu w Marabucie w Sousse na prze³omie 2010 i 2011 roku zbieg³ siê w czasie z tunezyjsk± rewolucj±. Pierwszy sygna³ o wydarzeniach nadzwyczajnych dotar³ do nas ju¿ na pocz±tku pobytu. Grupa, która uda³a siê na opcjonaln± wycieczkê do Tunisu i Sidi Bou Said przekaza³a po powrocie, ¿e nie mogli zrealizowaæ ca³ego programu, bo w Tunisie by³a demonstracja i autokar zosta³ skierowany na jaki¶ objazd. Skoñczy³o siê na tym, ¿e zamiast na suk staromiejski zawieziono ich do jakiego¶ muzeum. To by³o wszystko. Z Tunezyjczykami ¿adnych rozmów na ten temat nie prowadzili¶my. Nasze sielankowe ¿ycie w hotelu toczy³o siê utartym torem, w mie¶cie (Sousse) nic siê nie dzia³o, podobnie w pobliskich miejscowo¶ciach – Monastyrze, Mahdii, Port El Kantaoui – panowa³ ca³kowity spokój. Telewizji nie ogl±dali¶my. Jak wakacje, to wakacje. Tak up³ynê³y trzy tygodnie, gdy w przeddzieñ wyjazdu w³±czy³em wiadomo¶ci na jakim¶ francuskim kanale. Jako pierwsz± podano informacjê z Tunisu, gdzie wojsko otworzy³o ogieñ do demonstrantów, padli zabici, by³o wielu rannych. Jednak do samego odlotu nie odczuwali¶my atmosfery dramatu, który rozgrywa³ siê równolegle. To najlepiej pokazuje, do jakiego stopnia tury¶ci odwiedzaj±cy takie egzotyczne miejsca s± wyalienowani z lokalnej codzienno¶ci, w jakim ¿yj± getcie. Ale tak¿e bardzo dobrze ¶wiadczy o zdolno¶ci gospodarzy do zapewnienia bezpieczeñstwa i w³a¶ciwych warunków pobytu swoim go¶ciom.

Je¿eli kto¶ doczyta³ do tego miejsca, to mo¿e bêdzie ciekawy ci±gu dalszego. Wra¿enia z mojego drugiego pobytu w Marabucie, dok³adnie rok pó¼niej, opisa³em tutaj:

http://www.karawana.fora.pl/tunezja,4/tajemnica-marabuta-powrot-po-roku,856.html#37900

Masz pytanie? Chcesz podzieliæ siê opini±? Napisz do autora: tobi@2com.pl

Przeczytaj inne wspomnienia tego autora:

Tu poznasz wra¿enia z drugiego pobytu senior travel w hotelu Marabout:
http://www.karawana.fora.pl/tunezja,4/tajemnica-marabuta-powrot-po-roku,856.html#37900

Senior Travel tym razem do hotelu Prima Life w Skanes
http://www.karawana.fora.pl/tunezja,4/senior-travel-hotel-prima-life-skanes,860.html

Wyjazd do Hammametu [hotel Paradis Palace]:
http://www.karawana.fora.pl/tunezja,4/hotel-paradis-palace-hammamet,845.html

S³awek dnia Sob 14:24, 31 Mar 2012, w ca³o¶ci zmieniany 15 razy


¦wietny i obszerny opis. Dziêkujê za tak cenne wskazówki odno¶nie hoyelu Marabut w Sousse.
Pozdrawiam i ¿yczê kolejnych wspania³ych wyjazdów oczekuj±c tak¿e opisu na naszym forum.
No i siê uda³o! pisz dalej. Pozdrowionka



Wszelkie Prawa Zastrzeżone! Pyza na polskich dró¿kach Design by SZABLONY.maniak.pl.